Dość systematycznie odbywają się publiczne dyskusje na temat
kierowców. Zapalnikiem zawsze jest jakieś zdarzenie, które w sposób szczególny
zbulwersuje opinię publiczną. Wtedy pojawiają się dziennikarze i politycy,
których tradycyjnym rozwiązaniem jest zaostrzenie kar dla pijanych kierowców i
wariatów drogowych. I zwykle tak się dzieje. Oczywiście nie rozwiązuje to wcale
problemu, lecz to ich nie powstrzymujmy, bo czują presję, że muszą zrobić coś.
Więc robią to co potrafią. W tym tempie i stanie rzeczy za niecałe dziesięć lat
dojdą do kary śmierci dla zabójców drogowych.
Nikt się jednak
nie musi obawiać, że usłyszy wyrok śmierci, bo w tym systemie oprócz dzielnych
policjantów, którzy łapią przestępców drogowych są jeszcze prokuratorzy i
sędziowie, i to oni właśnie to drakońskie prawo stosują. Warto się
zainteresować zapadającymi wyrokami, żeby stwierdzić, że działania legislacyjne
to jedno, a życie to zupełnie inna sprawa. Kiedy zawodowy kierowca dostaje
zakaz prowadzenia pojazdów kategorii B, a pan prawnik (zawód chyba jest ważny)
warunkowe umorzenie, bo pijany jechał w nocy, więc wtedy ruch na drodze jest
żaden, czyli on nikomu nie zagrażał. Tak to właśnie działa. Można by powiedzieć
tyle w temacie.
Jednakże tym razem
przypomniano sobie, że wysokość mandatów za wykroczenia się już trochę zdewaluowała.
No to co robimy? Oczywiście, że podnosimy zgodnym chórem wszyscy stwierdzili.
Budżet czeka. Cóż! Wszystko drożeje to czemu akurat mandaty miały by być tanie?
Jednak zaraz odezwała się lewicowa wrażliwość, której jakby w nowym sejmie jest
więcej i stwierdziła, żeby karać ludzi w zależności od dochodu. Czyli klient
MOPS-u zapłaci na przykład pięćdziesiąt złotych (czyli zapłacą go podatnicy), a
osoba pracująca na przykład złotych tysiąc pięćset. Fantastyczne! A podobno
walczymy o zachowania zgodne z kodeksem ruchu drogowego. Jak ja kocham logikę.
Nikogo nie zainteresowało
dlaczego tak się dzieje. Czemu mimo stałego podwyższania kar za jazdę pod
różnym wpływem, ilość tych zdarzeń rośnie, a nie maleje? Częściowy wpływ na
statystyki ma duża ilość kierowców, która przybyła do Polski z Ukrainy. Oni są
w Polsce, ale jeżdżą, jak na Ukrainie, gdzie większość problemów drogowych jest
do załatwienia przy pomocy hrywien. Natomiast reszta też jest nie trudna do
ustalenia, bo jeżeli osobnik jest zwyczajnym chamem, prostakiem i królem życia,
to gdy wsiądzie do samochodu, nie staje się nagle dżentelmenem, człowiekiem
rozsądnym i przewidywalnym. Chociaż nieprawda, przewidywalnym będzie jak
najbardziej, czyli chamem, który posiada narzędzie w postaci pojazdu.
Jak to zmienić?
Ciężko dorosłego, albo dokładniej pełnoletniego człowieka zmienić. Praca u
podstaw musi zostać wykonana. Zaczynamy od najmniejszych rzeczy, czyli
zwalczanie wszechobecnych wulgaryzmów w życiu społecznym, prostackich zaczepek,
lekceważenia wszelkiego prawa, jak choćby palenia tytoniu na przystankach,
piwkowania w środkach komunikacji i tym podobnych. Ludzie muszą się przekonać,
że prawo jest dla wszystkich i każde prawo należy przestrzegać, chociażby nam
się wydawało śmieszne. To nie stanie się ani dziś, ani jutro, ale może już
następne pokolenie będzie rosło w poszanowaniu prawa i dobrych obyczajów, bo
nie wszystko trzeba kodyfikować. To jest ciężka praca, ale warto ją zacząć
choćby od jutra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz