wtorek, 4 marca 2025

Dwóch Donaldów i jedna Ukraina

 

Zacznijmy od przypomnienia faktów. Przed wojną Ukraina liczyła 50 milionów ludzi. Zaraz po pierwszych wystrzałach zwiało stamtąd 20 milionów. Głównie byli to ci, których na to było stać, chociaż u nas inaczej to przedstawiano. W sumie to była, jakbyśmy na to nie spojrzeli, elita tego państwa. Faktu tego nie trzeba udowadniać, jeśli spojrzymy na dane dotyczące zakupu mieszkań w Polsce i to za gotówkę. Pochodzenia tych pieniędzy nikt nie sprawdzał (Polacy tak fajnie nie mają). Groteską jest, że cały czas ci ludzie mają wypłacany polski socjal. Liczmy dalej. Na froncie zginęło już około miliona ludzi. Kalekami zostało pewnie jeszcze więcej. Nasze tuzy ciągle nam opowiadają o dzielnym narodzie ukraińskim, a prawda jest taka, że cały czas trwają tam łapanki ludzi na front, bo dobrowolnie nikt nie chce. Szacuje się, że przeżywalność takich rekrutów to od paru dni do miesiąca czasu. Zostało więc dwadzieścia parę milionów, czyli niewiele do wymiany całego społeczeństwa.


W tej sytuacji amerykański Donald nie widząc sensu dalszych działań wojennych, a także dbając o swoich podatników trwa w zamiarze zakończenia tego konfliktu. Ten scenariusz zdecydowanie nie podoba się panu Dej. Przyzwyczajony do tego, że gdzie nie pojedzie, dostaje wszystko, czego żąda, zaczął się zachowywać, jakby był co najmniej w Warszawie. Jednakże Waszyngton, to nie Warszawa, więc wyleciał z hukiem.


Po tym spotkaniu w Europie pan Dej po raz kolejny został bohaterem. Wszyscy prześcigali się ze wsparciem dla niego, tyle, że to były okrągłe słówka na platformie X. Gdybyż je dało się przełożyć na amunicję, to wojska pana Dej podchodziły by już pod Ural.


Analizując wszystkie fakty, „nasz” Donald poczuł się głównodowodzącym wojsk zjednoczonej armii europejskiej i już jadąc rano na nasiadówkę do Londynu, zaczął wyliczać ile to Europa ma czołgów, samolotów i tak dalej, więc amerykanie nie są wcale potrzebni. Natomiast tego samego dnia wieczorem okazało się, że statystyka jest dobra w biurze – na froncie to się nie sprawdza.


Duży Donald słysząc te pohukiwania europejskich przywódców, prężących muskuły zrobił to co było nieuniknione, czyli wstrzymał wszelką pomoc dla Ukrainy. To, przynajmniej na chwilę, przywróciło rozum „dzielnym” Europejczykom. Zewsząd teraz słychać słowa kierowane do pana Dej – Volodymyr przeproś!


I z naszego punktu widzenia, lepiej żeby przeprosił, bo inaczej będziemy płacić i płacić na nie naszą wojnę, a przypomnę, że zostało jeszcze ponad dwadzieścia milionów ludzi na Ukrainie, a Putin nie działa tam, jak najbardziej humanitarna armia świata w Gazie, więc te koszty spadłyby jeszcze na nasze dzieci, a może i wnuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...