Wszystko
zaczęło się od tego, że pełniący obowiązki premiera korzystał z każdej okazji,
aby się pochwalić tym, że jego rząd ma kasy, jak lodu, a będzie jeszcze więcej.
Na dowód tego zaczął rozdawać kasę na dzieci. Wiadomo, że słowo „dzieci” zamyka
wszystkim usta. Można robić największą głupotę, ale gdy dotyczy to dzieci – to
wiadomo słowo „dzieci” zamyka wszystkim usta. I tak to poszło.
Ludzie szybko
zaczęli kojarzyć fakty, że oto rząd ma pełno kasy, a u nich w portfelach
pustka. Więc, pojawiły się żądania różnych grup społecznych o te właśnie
pieniądze. Wtedy to jednak wyszło na jaw
drobne nieporozumienie, gdyż rząd nie ma kasy, jak lodu, tylko lodu w
zamrożonych pensjach swoich obywateli, ale takiej prawdy nikt nie chce
oczywiście słyszeć. Ludzie gdy chodzi o pieniądze nabierają dużej pomysłowości
i świadomości, szybko więc zrozumieli, że należy mieć argument, który
spowoduje, iż będą poważnie traktowani.
Zaczęli
spontanicznie policjanci epidemią listopadową, a że każde ludzkie działanie
spontaniczne może być takowe najwyżej przez pięć minut, to szybko podłączyły
się pod to związki zawodowo, bo jakże to wojsko idzie na pole walki, bez ich
niezastąpionego przywództwa i tym sposobem wynegocjowali gotówkę. Później
pojawiali się inni, ale że nie byli w stanie niczym zagrozić, to rzucono im
drobne i dalej się nimi nikt nie przejmuje. Widząc to nauczyciele, stwierdzili,
że nie są ani gorsi, ani mniej inteligentni od policjantów, znaleźli swoją
amunicję do walki. Oczywiście towarzysze związkowcy, dla dobra nauczycieli,
stanęli na czele protestu, a jak już stanęli, to napełniła ich tak wielka
troska o nauczycieli, że większą trudno sobie wyobrazić.
Żeby jednak nie
być całkiem na poważnie, to warto napisać trochę wesołych rzeczy, które dzieją się
przy tej okazji. Otóż od lat podnoszone były krzyki, że minister edukacji
powinna odejść. I oto właśnie marzenie się spełnia, bo wybiera się ona do euro
parlamentu. To wtedy zaczęli wrzeszczeć, że ucieka, nie kończąc swojego dzieła,
które tak wrzeszczący krytykowali. Próbuję się tu doszukać logiki i nadal jej
szukam. Albo inna rzecz jeden odłam związkowy postanowił zorganizować głodówkę,
ale nie taką zwyczajną – nie jemy, bo coś chcemy, tylko ze ściśle określonym
terminem jej zakończenia. Według mnie takie coś nazywa się dietą ścisłą, ale co
ja tam mogę wiedzieć. Żeby już było całkiem wesoło, to ich przewodniczący podpisał
nawet porozumienie z rządem, ale jak się później okazało, to podpisał je
wyłącznie ze sobą, bo jego armia dalej pozostała na froncie walki.
Przehodząc do
konkluzji, to każdy kto zgadza się na istnienie MEN-u, zgadza się również na
to, że będą tam trafiać politycy, którzy będą mieć różne swoje wizje – lepsze lub
gorsze – i będą je realizować, aktywizując różne grupy protestu. A czy rząd
koniecznie musi być pracodawcą dla nauczycieli? W socjalizmie oczywiście, bo
władza to pieniądze (podatników), które może dać lub nie. A można przecież
inaczej. Podzielić pieniądze wydawane w oświacie przez ilość uczniów. Dać w ten
sposób bon oświatowy rodzicom tych dzieci, ci z kolei wyślą je do szkoły, takiej
jakiej by dla nich chcieli. Gdy pieniędzy z bonu nie starczy na wybraną szkołę,
dołożą od siebie gotówkę, to ich wybór. Szkoła miałaby swój regulamin – jak się
zaczyna (np. egzaminy), jak się kończy i cała polityka, bez wydawania milionów na
kuratoria i tym podobne. A na koniec, jakby ktoś nie wiedział, to istnieje taki
wielki kraj za oceanem, gdzie nie ma ministra oświaty i z tego to kraju
pochodzi najwięcej noblistów i mam tu na myśli nauki ścisłe. Ale oczywiście ja
tak sobie tylko piszę, bo przecież się na niczym nie znam, więc mogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz