poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Zakładnicy własnego PR-u


     Wszystko zaczęło się od tego, że pełniący obowiązki premiera korzystał z każdej okazji, aby się pochwalić tym, że jego rząd ma kasy, jak lodu, a będzie jeszcze więcej. Na dowód tego zaczął rozdawać kasę na dzieci. Wiadomo, że słowo „dzieci” zamyka wszystkim usta. Można robić największą głupotę, ale gdy dotyczy to dzieci – to wiadomo słowo „dzieci” zamyka wszystkim usta. I tak to poszło.

     Ludzie szybko zaczęli kojarzyć fakty, że oto rząd ma pełno kasy, a u nich w portfelach pustka. Więc, pojawiły się żądania różnych grup społecznych o te właśnie pieniądze. Wtedy to  jednak wyszło na jaw drobne nieporozumienie, gdyż rząd nie ma kasy, jak lodu, tylko lodu w zamrożonych pensjach swoich obywateli, ale takiej prawdy nikt nie chce oczywiście słyszeć. Ludzie gdy chodzi o pieniądze nabierają dużej pomysłowości i świadomości, szybko więc zrozumieli, że należy mieć argument, który spowoduje, iż będą poważnie traktowani.

     Zaczęli spontanicznie policjanci epidemią listopadową, a że każde ludzkie działanie spontaniczne może być takowe najwyżej przez pięć minut, to szybko podłączyły się pod to związki zawodowo, bo jakże to wojsko idzie na pole walki, bez ich niezastąpionego przywództwa i tym sposobem wynegocjowali gotówkę. Później pojawiali się inni, ale że nie byli w stanie niczym zagrozić, to rzucono im drobne i dalej się nimi nikt nie przejmuje. Widząc to nauczyciele, stwierdzili, że nie są ani gorsi, ani mniej inteligentni od policjantów, znaleźli swoją amunicję do walki. Oczywiście towarzysze związkowcy, dla dobra nauczycieli, stanęli na czele protestu, a jak już stanęli, to napełniła ich tak wielka troska o nauczycieli, że większą trudno sobie wyobrazić.

     Żeby jednak nie być całkiem na poważnie, to warto napisać trochę wesołych rzeczy, które dzieją się przy tej okazji. Otóż od lat podnoszone były krzyki, że minister edukacji powinna odejść. I oto właśnie marzenie się spełnia, bo wybiera się ona do euro parlamentu. To wtedy zaczęli wrzeszczeć, że ucieka, nie kończąc swojego dzieła, które tak wrzeszczący krytykowali. Próbuję się tu doszukać logiki i nadal jej szukam. Albo inna rzecz jeden odłam związkowy postanowił zorganizować głodówkę, ale nie taką zwyczajną – nie jemy, bo coś chcemy, tylko ze ściśle określonym terminem jej zakończenia. Według mnie takie coś nazywa się dietą ścisłą, ale co ja tam mogę wiedzieć. Żeby już było całkiem wesoło, to ich przewodniczący podpisał nawet porozumienie z rządem, ale jak się później okazało, to podpisał je wyłącznie ze sobą, bo jego armia dalej pozostała na froncie walki.

     Przehodząc do konkluzji, to każdy kto zgadza się na istnienie MEN-u, zgadza się również na to, że będą tam trafiać politycy, którzy będą mieć różne swoje wizje – lepsze lub gorsze – i będą je realizować, aktywizując różne grupy protestu. A czy rząd koniecznie musi być pracodawcą dla nauczycieli? W socjalizmie oczywiście, bo władza to pieniądze (podatników), które może dać lub nie. A można przecież inaczej. Podzielić pieniądze wydawane w oświacie przez ilość uczniów. Dać w ten sposób bon oświatowy rodzicom tych dzieci, ci z kolei wyślą je do szkoły, takiej jakiej by dla nich chcieli. Gdy pieniędzy z bonu nie starczy na wybraną szkołę, dołożą od siebie gotówkę, to ich wybór. Szkoła miałaby swój regulamin – jak się zaczyna (np. egzaminy), jak się kończy i cała polityka, bez wydawania milionów na kuratoria i tym podobne. A na koniec, jakby ktoś nie wiedział, to istnieje taki wielki kraj za oceanem, gdzie nie ma ministra oświaty i z tego to kraju pochodzi najwięcej noblistów i mam tu na myśli nauki ścisłe. Ale oczywiście ja tak sobie tylko piszę, bo przecież się na niczym nie znam, więc mogę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...