wtorek, 19 marca 2019

Gdy dusza się dusi


     To był jeden z najpiękniejszych poranków. Obudził się wyspany, rześki i taki leciutki, że żadna waga nie byłaby w stanie nawet drgnąć. I ta wesołość, którą czuł w każdym członku swojego ciała, a miał ich przecież bardzo wiele. Przez chwilę zastanawiał się nad przyczyną tego luksusu, który na niego spadł, tak niespodziewanie. Może to sen, ale niczego nie był w stanie sobie przypomnieć. A może dopadł go niespodziewany przypływ gotówki, który może powodować podobną euforię. Chwilę myślał, ale jedyne rzeczy, jakie był sobie w stanie przypomnieć, to kolejne rachunki do zapłaty wyciągnięte wczoraj ze skrzynki.

     Nic nie rozumiejąc wstał, udając się do łazienki. Tam właśnie usłyszał muzykę, która grała mu gdzieś w środku. Zaskoczyło go, że nie znał dotychczas tej melodii. Co to mogło być? Wtedy uświadomił sobie, że to w duszy mu gra. Nie był na to przygotowany. Szybko więc znalazł jakąś kartkę. Niedbale narysował pięciolinię i ze zdziwieniem stwierdził, że ręka (jakby sama) stawia nutkę za nutą i choćby bardzo chciał, nie był w stanie przerwać tej czynności. Półnuty, ćwierćnuty i ósemki wyskakiwały niczym karty z rękawa iluzjonisty. Pisał tak te nuty zszokowany, bo przecież nie robił tego dobrych kilkadziesiąt lat.

     Zapisał wszystko i postanowił zasiąść do śniadania. Rozłożył wszystkie produkty na stole i wtedy poczuł coś dziwnego. Jakby odruch wymiotny, aczkolwiek jeszcze nic nie zjadł, więc dlaczego? Mimowolnie otworzył jednak usta i wtedy się zaczęło… Rymy wyskakiwały mu z ust jeden z drugim. Dosłownie wymiotował słowami. Zapisywał posłusznie każde słowo, stwierdzając z niedowierzaniem, że oto powstaje zwrotka za zwrotką i każda ma sens. Każda następna zazębia się z poprzednią i w każdej rytm, i w każdej rym, a wszystko to idealnie współgra z napisaną wcześniej muzyką. Tym sposobem stworzył wspaniałe dzieło. Tylko czy to na pewno on? I skąd mu się to wzięło? Może wczoraj uderzył się w głowę i nie pamięta tego? Obmacał całą swoją czaszkę i nie było tam niczego, co by o tym świadczyło. Nie jadł żadnych dziwnych produktów, a zaciągał się jedynie tytoniem i to z legalnego źródła.

     Dopiero wieczorem, gdy odwiedził go znajmy lekarz, okazało się, że to nie dusza mu grała, tylko oskrzela, bo miał zapalenie. Cóż! Zatytułował zapisane dzieło „Requiem chorej duszy” i czekał na następny atak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...