Ten dzień
zaczął się niespodziewanie. Słońce leżało sobie i o 5:53 postanowiło wstać i
wyjść na niebo. Zaspane życie uznało, że to jest właśnie to czego mu było
potrzeba i zaczęło się budzić. Widząc ten rozmach rozwijającej się sytuacji
cisza postanowiła się zamienić miejscami z hałasem, z czego ten drugi był
bardzo zadowolony. Nie było już odwrotu. Ten dzień się zaczął.
W takich
okolicznościach przyrody pobudzony sikor zaczął namawiać sikorki, żeby może
zrobili coś dla jaj, ale nie szło mu zbyt dobrze i wyszło bez jaj. Wróble ćwierkały coś trzy po trzy i w sumie
nie wiadomo było o co im chodzi. Coś niby słyszały, coś widziały, lecz nie
wiadomo co, bo odleciały. W tym czasie świetnie, jak zawsze, zorganizowane
kruki i gawrony obsiadły wszystkie okoliczne drzewa i czujnie się rozglądając
próbowały coś wykrakać. Jednakże w takim zgiełku nic nie można było zrozumieć. Pojawił się więc niepokój.
Udzielił się on każdej
istocie chodzącej po ziemi. Dziki ryły, jak szalone. Nie wiadomo jednak, czy
miały świadomość, iż wszystko co znajdą do jednego metra w głąb należy do
rządu. A rząd w takich sytuacjach jest bezwzględny i bez litości strzela do
znalazców. Musi być prawo i sprawiedliwość. Łosie przezornie więc poszły na bagna, a że ono wciąga, to raczej
długo będą zajęte. Podobno, gdzieś z cicha przemykał lis, tyle że ona ma tak
złą prasę, że nie warto o tym wspominać. Zające cicho skuliły się pod miedzą,
schowały uszy i wciąż tak siedzą. A niepokój narastał.
Cała fauna zaczęła
więc obserwować ludzi. W końcu po coś mają swój wielki mózg. Jednak ludzie nie
zdradzali się ze swoją wiedzą. Niektórzy robili tak zwane mądre miny, lecz
żadna myśl nie potrafiła się z tego uwolnić. Inni przestraszeni stali i tylko
powtarzali: „Tu musi coś się stać. Nie wygląda to dobrze”. I tak stali
naprzeciwko siebie, niczym bokserzy w klinczu. A niepokój wciąż narastał i
narastał. Aż w końcu musiało to się stać… Słońce zaszło o godzinie 17:39.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz