Niektórzy ludzie
tak mają, że koniecznie muszą zostawić swój ślad w miejscu, gdzie akurat są.
Taka przypadłość. Kiedyś robili to wykonując napisy na ścianach, drzewach itp.
Na przykład: „Stefan tu byłem” albo „Kocham Krzyśka – Kasia”. Co kogo obchodzi,
gdzie był Stefan – chyba, że to był ten Stefan, ale to chwilowe
zainteresowanie, Mało też interesująca jest miłość Kasi, zważywszy, że gdy my
to zauważymy, to Kasia będzie przeżywać już którąś tam kolejną miłość. Dzisiaj
w dobie Internetu te wielkie wydarzenia właśnie tam się pojawiają. Dla
niektórych celem samym w sobie jest pojechać gdziekolwiek, aby móc wrzucić
fotę, a niech wiedzą, a niech ich zżera. Inni natomiast rosną z dumy, że
wreszcie mogą zmienić swój status na portalu społecznościowym i nieźle jest, gdy ta druga osoba ma
świadomość, że jej ta zmiana dotyczy.
Jednakże instynkt
pierwotny nie ginie, więc zostawianie śladów w swoim otoczeniu trwa nadal. Przeniósł
się (na szczęście) na nasze rzeczy, czyli samochody, a że żal przejechać
gwoździem po własnym lakierze, więc pojawiły się nalepki, które mają wyrażać
nas, nasze przekonania, stan emocji i umysłu. Kiedyś w ten sposób popierano
swoją policję, lecz czasy się zmieniają i powstał problem ze słowem swoja. Więc przylepia się inne, które nie zawsze
łatwo ogarnąć. I o ile napis dziecko w samochodzie, jest łatwy do zrozumienia,
to sens już nie do końca, bo co powinien zrobić ktoś, jadący za takim
samochodem? Wieźć zapasowe pieluchy, śpioszki, czy kaszkę gotową do spożycia?
To chyba problem tego, kto zapakował dziecko do samochodu, wiec po co naklejka?
Prawdziwe jednak
spęcznienie mojego mózgu, spowodowała naklejka z napisem: „Jestem w ciąży”.
Zobaczyłem ten samochód na parkingu, więc nie wiem kto się nim porusza. Jeśli
jest to facet to w zasadzie można mu współczuć lub gratulować w zależności, jak
podchodzimy do problemu rozmnażania. Zakładam, że to jednak kobieta, która… No
właśnie co? Może to pierwsza rzecz w życiu, która jej się udała, wiec
oczywiście cały mijany świat musi o tym wiedzieć. No a jakże! Chyba, że to jest
informacja dla współużytkowników dróg, że oto jedzie kierowca, po którym można
się wszystkiego spodziewać, a najbardziej należy się spodziewać
niespodziewanego. Tylko, czy w takim stanie emocjonalnym kobieta nie powinna
raczej korzystać z tak zwanej komunikacji publicznej. Sytuacje na drodze bywają
różne. Samochody mogą hamować, omijać, ludzie uciekać, ale drzewa stoją raczej niewzruszone.
Jest jeszcze hipotetyczna możliwość, że napis dotyczy samego pojazdu i wtedy to
jest cenna informacja, gdyż jadąc za takowym, będziemy przygotowani na to, że
za którymś zakrętem mogą się zmieniać jego gabaryty, lub pojawiać małe
przyczepki.
Co w ludziach siedzi, że tak bardzo
muszą się wszystkim afiszować, że uważają, iż ich radość, czy też smutek musi
być społeczny. Czy naprawdę moje szczęście, mój pech – nie mogą już być moje?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz