środa, 6 lutego 2019

Jestem w ciąży


     Niektórzy ludzie tak mają, że koniecznie muszą zostawić swój ślad w miejscu, gdzie akurat są. Taka przypadłość. Kiedyś robili to wykonując napisy na ścianach, drzewach itp. Na przykład: „Stefan tu byłem” albo „Kocham Krzyśka – Kasia”. Co kogo obchodzi, gdzie był Stefan – chyba, że to był ten Stefan, ale to chwilowe zainteresowanie, Mało też interesująca jest miłość Kasi, zważywszy, że gdy my to zauważymy, to Kasia będzie przeżywać już którąś tam kolejną miłość. Dzisiaj w dobie Internetu te wielkie wydarzenia właśnie tam się pojawiają. Dla niektórych celem samym w sobie jest pojechać gdziekolwiek, aby móc wrzucić fotę, a niech wiedzą, a niech ich zżera. Inni natomiast rosną z dumy, że wreszcie mogą zmienić swój status na portalu społecznościowym  i nieźle jest, gdy ta druga osoba ma świadomość, że jej ta zmiana dotyczy.

     Jednakże instynkt pierwotny nie ginie, więc zostawianie śladów w swoim otoczeniu trwa nadal. Przeniósł się (na szczęście) na nasze rzeczy, czyli samochody, a że żal przejechać gwoździem po własnym lakierze, więc pojawiły się nalepki, które mają wyrażać nas, nasze przekonania, stan emocji i umysłu. Kiedyś w ten sposób popierano swoją policję, lecz czasy się zmieniają i powstał problem ze słowem swoja.  Więc przylepia się inne, które nie zawsze łatwo ogarnąć. I o ile napis dziecko w samochodzie, jest łatwy do zrozumienia, to sens już nie do końca, bo co powinien zrobić ktoś, jadący za takim samochodem? Wieźć zapasowe pieluchy, śpioszki, czy kaszkę gotową do spożycia? To chyba problem tego, kto zapakował dziecko do samochodu, wiec po co naklejka?

     Prawdziwe jednak spęcznienie mojego mózgu, spowodowała naklejka z napisem: „Jestem w ciąży”. Zobaczyłem ten samochód na parkingu, więc nie wiem kto się nim porusza. Jeśli jest to facet to w zasadzie można mu współczuć lub gratulować w zależności, jak podchodzimy do problemu rozmnażania. Zakładam, że to jednak kobieta, która… No właśnie co? Może to pierwsza rzecz w życiu, która jej się udała, wiec oczywiście cały mijany świat musi o tym wiedzieć. No a jakże! Chyba, że to jest informacja dla współużytkowników dróg, że oto jedzie kierowca, po którym można się wszystkiego spodziewać, a najbardziej należy się spodziewać niespodziewanego. Tylko, czy w takim stanie emocjonalnym kobieta nie powinna raczej korzystać z tak zwanej komunikacji publicznej. Sytuacje na drodze bywają różne. Samochody mogą hamować, omijać, ludzie uciekać, ale drzewa stoją raczej niewzruszone. Jest jeszcze hipotetyczna możliwość, że napis dotyczy samego pojazdu i wtedy to jest cenna informacja, gdyż jadąc za takowym, będziemy przygotowani na to, że za którymś zakrętem mogą się zmieniać jego gabaryty, lub pojawiać małe przyczepki.

     Co w ludziach siedzi, że tak bardzo muszą się wszystkim afiszować, że uważają, iż ich radość, czy też smutek musi być społeczny. Czy naprawdę moje szczęście, mój pech – nie mogą już być moje?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...