Chwilę temu odbyło się w Londynie spotkanie podżegaczy wojennych. Do tego spotkania zmusiła ich determinacja Trumpa do zakończenia wojny. Jest to im bardzo nie na rękę, gdyż nie byłoby powodu dla dalszego przepływu pieniędzy, jak również temat wojny zniknąłby z agend poszczególnych krajów i skierował oczy na politykę krajową, a tam nie ma za wiele sukcesów. Jakby na to nie patrzeć, to są oni gotowi poświęcić życie kolejnego miliona najbiedniejszych Ukraińców, dla ratowania samych siebie, więc wojna musi trwać.
Pomysł, jak zawsze w tych kręgach jest z gatunku genialnych, tyle że defektem jego jest to, kto ma za to dalej płacić? Banki, dbając o własne interesy, odmawiają już kredytowania przegranej wojny, więc nie ma wyjścia, trzeba się zwrócić do najbogatszego kraju na świecie, który w takich sytuacjach płaci wszystko, bez stawiania jakichkolwiek warunków.
I tu pan Dej przypomniał sobie o Polsce. Taki gwałtowny przypływ miłości i nagła, gwałtowna oraz niespodziewana chęć spotkania się z Prezydentem naszego kraju. Do tej pory nie musiał robić takich gestów, bo obecny, czy poprzedni rząd spełniał wszystkie jego zachcianki, które to przyklepywał były prezydent, największy sługa Ukrainy spośród wszystkich sług mieszkających w kraju nad Wisłą.
Sytuacja się jednak zmieniła, gdyż obecny Prezydent oznajmił onegdaj, że nie podpisze już więcej żadnej ustawy „dla Ukraińców”. Nikt nie wie, czy mówił to z przekonania, czy to tylko takie słowa, na potrzeby jego polityki. Zagrożenie jednak jest.
Nie trzeba było długo czekać na to, aby uaktywnili się wszyscy uśmiechnięci miłośnicy „naszej wojny”, stwierdzający, że nie należy panu Dej stawiać jakichkolwiek warunków i Prezydent w te pędy powinien jechać na Ukrainę. Przecież do tej pory oni właśnie tak robili. Jeżdżąc w tę i we w tę, obściskując się publicznie. Nie odczuwali przy tym dyskomfortu i zażenowania, kiedy przy każdej okazji, ukraińscy politycy „opluwali” nasz naród, a kumulacją było demonstracyjne wyjście Zeleńskiego podczas przemówienia Dudy w ONZ-ecie. Po za tym należy pamiętać, iż Ukraińcy nie słyną z uczciwości i dotrzymywania umów, o czym nawet Amerykanie się przekonali. Dlatego bardzo dobrym pomysłem jest zmuszenie pana Dej, do złożenia hołdu w Warszawie. Tyle naszego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz