Po meczach polskiej reprezentacji w piłce nożnej, najczęściej śpiewaną frazą jest słynne „Polacy nic się nie stało!”. To taki nasz naiwny romantyzm. Nic to, że przegraliśmy mecz, nic to, że kolejna impreza nam uciekła, po prostu nic się nie stało. Takie wyparcie faktów, powiązane z nadzieją, że następnym razem będzie lepiej, a że nie będzie lepiej, to znowu sobie pośpiewamy.
W sumie to nie wielki dramat, wszak to tylko gra, bez której można żyć. Naprawdę ważne są niewykorzystane szanse i porażki, które mieliśmy i mamy, jako kraj. Nadzieje na dumną i bogatą Polskę. Tych na przestrzeni wieków mieliśmy sporo, gdy zajrzy się do historii i niestety zawsze coś było nie tak. Porzućmy jednak historię i skupmy się na teraźniejszości, bo to przecież nas tu i teraz dotyczy.
Kiedy wchodziliśmy do Wspólnoty Europejskiej przekonywano nas, że kiedy tam już będziemy, to nie zdarzy się nic o nas, bez nas. Mieliśmy być dużym graczem europejskim, chociaż ja już wtedy w to nie wierzyłem. I tak to się właśnie stało. Kolejne rządy przegrywały nasze nadzieje i w zasadzie wszystko co ważne, dokonywało się poza nami. A gdy prezydent Kaczyński podpisał traktat (nie musiał tego robić) tworzący Unię Europejską, stało się jasne, że okopiemy się na pozycji wasala głównych krajów w tej instytucji, w której lewicowa ideologia postępu, zastąpiła rozwój gospodarczy. Co nas tam trzyma? Nie wiadomo, jednakże dwie największe partie, nawet boją się pomyśleć o tym, żeby pożegnać tą instytucję. Śmiem twierdzić, że gdyby niechcący się u nich pojawiła taka myśl, to jedni szybciutko poszli się z tego wyspowiadać, a drudzy też by się spowiadali, tylko że nie w konfesjonale, a w Brukseli, bo to byłby grzech bardzo ciężki.
A przecież poza unią też jest życie. Chociażby tworzące się stowarzyszenie BRICS. Organizacja typowo gospodarcza, bez zbędnych ideologii. Moglibyśmy tam być i rozwijać się, bez tych wszystkich kolorowych ładów i innych pakietów, których koszty wykluczają jakikolwiek rozwój. Moglibyśmy! Tylko, żeby tak było, to trzeba by przestać stawiać ciągle na tych samych miałkich ludzi bez wizji i ambicji.
Przegraliśmy też tak zwaną pandemię, kiedy nie wiadomo dlaczego zamknęliśmy swoją gospodarkę i zaczęliśmy drukować puste pieniądze z powodu zamknięcia tej gospodarki. A gdy zaczęła się ta rzekomo nasza wojna, to już postanowiliśmy mnożyć nasze porażki, chociaż wiadomym jest, że bez nas koalicja miłośników wojen nie byłaby w stanie jej prowadzić. Zysków z tego żadnych nie widać, chociaż to podobno, żeby rakiety na nas nie spadały. Ta w Przewodowie się oczywiście nie liczy, bo była ukraińska.
Teraz pracujemy na kolejną porażkę, bo kiedy tworzy się front przeciwników unijnych bzdur w postaci Węgier, Słowacji i Czech, czyli tak zwana Grupa Wyszehradzka, na której czele powinniśmy być, gdyż jest to taki realny zalążek, mogący stanowić opór dla brukselskich eurokratów, to akurat teraz nowy prezydent wchodzi w buty, które Andrzej Duda zostawił w pałacu i demonstracyjnie odwraca się od premiera Węgier. Tych Węgier, które wielokrotnie nas ratowały. Cóż! Znowu nas poklepują ci wszyscy, od których powinniśmy się trzymać z daleka. Brawo!
Kończąc nie mam wątpliwości, że to nie jest nasza ostatnia porażka. Niestety stać nas na więcej, bo któż mógłby to zmienić. Jedyne więc, co nam pozostaje, to naśladować kibiców piłkarskich i śpiewać: Politycy nic się nie stało! Dobrego oczywiście, to już autorska fraza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz