W Polsce za
hulajnogę, w USA za piwo lub burgera ale bez frytek, w Izraelu za kawałek
pizzy, a ostatnio w Austrii za bon do burdelu. To są zachęty do przyjęcia poważnego
produktu na poważną pandemię. Wierzmy naukowcom! Czemu nie! Tylko, że wygląda to,
jak tandetny marketing na badziewiasty wynalazek, dlatego efekt jest co
najmniej mizerny.
Jeśli zachęty nie
pomagają, to próbuje się ludzi na różne sposoby straszyć. A to, że ich się
pozamyka w domach, jak przestępców w obrożach i to bez żadnego wyroku. A to, że
umierać będą tysiącami, jak by do tej pory było inaczej, albo wyślą ich na
bezpłatny urlop, chociaż już teraz jest brak rąk do pracy w wielu zawodach.
Ostatnio pojawiły się nawet plakaty, że choruje i umiera 99 procent ludzi
niezaszczepionych. Od razu mi się przypomniało 99 procent w wyborach towarzysza
Gierka w Sosnowcu, więc po latach uwierzę, że tyle było i tyle jest.
Mimo takich
wysiłków i starań ludzie w kraju podzielili się, jak prawie w każdej sprawie na
pół. Jedni są bardzo za i nikt ich nie przekona, że mogą nie mieć racji, a
drudzy zdecydowanie przeciw i nie ma takiej siły, która by ich zmusiła do
zmiany swojej decyzji. Można powiedzieć klasyczny pat.
Czy warto więc
podejmować wysiłki i angażować ogromne pieniądze, żeby to zmienić? Czy nie
byłoby rozsądniej już sobie to odpuścić? Bo jeśli logicznie na to spojrzymy to
sytuacja jest zero-jedynkowa. Rację mają albo jedni, albo drudzy, więc z punktu
widzenia całości naszego społeczeństwa, to co by się nie działo – jesteśmy wygrani.
Na sto procent połowa naszego społeczeństwa na pewno przeżyje, a o to przecież
chodzi, aby przetrwać tą pandemię!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz