Jeśli byt
określa świadomość, czy to oznacza, że świadomość jest od bytu. A bycie w
niebycie, czy to jest bycie? Myślę, więc
jestem, czyli czasami mnie nie ma, więc gdzie wtedy jestem? A skoro gdzieś jestem, więc myślę, chociaż ja myślę,
że wcale wtedy nie myślę. Jeśli mam jakiś pomysł, to czy ja coś posiadam, czy
mam tylko złudzenie posiadania? A jeśli mam tylko złudzenie, to przecież jednak
coś mam. Być albo nie być? – Oto jest ostatnie pytanie z tej serii.
Pytania są proste i nie nowe. Niektóre
padły wieki temu, a ciągle nie ma na nie odpowiedzi. W tym czasie był już wiek
pary, wielka industrializacja, podbój kosmosu, komputeryzacja i to wcale nie
jest koniec ludzkiej myśli. A takie proste pytania leżą sobie odłogiem w lebiodzie
naszego umysłu. Leżą i czekają.
Codziennie w mediach mogę usłyszeć,
przeczytać wielu mądrych ludzi, którzy pięknie opowiadają o różnych sprawach,
odpowiadają na wiele trudnych pytań. Ale te są łatwe, więc może nie wypada im
się nad nimi pochylać. Natomiast statystycznych kowalskich (którym chyba bliżej
do tych pytań) bardziej interesuje, czy arcybiskup, jak mówił to nienawidził i
czy niemy marszałek latał bo lubi, czy latał bo musiał? A przecież to są tak
naprawdę proste sprawy, bo mowa nienawiści jest w zależności od tego, kto do
kogo mówi. Zdanie wypowiedziane przez pana A do pana B, jest zwyczajną formą
wypowiedzi. Natomiast to samo zdanie wypowiedziane przez pana B do A, jest już
mową nienawiści. Proste. Oczywiście. A co do marszałka, to w przyrodzie
występuje łabędź, który jest piękny, niemy i lata, więc czego tu można nie
rozumieć?
Wracając do moich istotnych pytań, a w
zasadzie poszukując odpowiedzi na nie, jakby tak na nie logicznie spojrzeć, to nasuwa
się taka myśl, że jeżeli świadomość naprawdę jest od bytu, to automatycznie
problem powinien być z głowy, czyli nie ma nic - ewentualnie nicość i marność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz