Od dwóch lat, różni magicy i geniusze, usiłują wmanewrować nas w wojnę. Jak na razie z marnym skutkiem, chociaż ostatnio te działania bardzo się nasiliły. W związku z tym zasadne są pytania: Czemu? Dlaczego? W odpowiedzi można sobie tylko pospekulować, że chodzi o pieniądze, agenturę lub głupotę. I wszystkie możliwości rozpatrywane pojedynczo lub grupowo mogą być prawdziwe.
Skoro te pomysły są coraz głośniej artykułowane, to należy się przygotować i ustalić kto powinien na tę wojnę pójść? Pierwszym i oczywistym kandydatem jest marszałek sejmu. To byłby dla niego wielka szansa, aby się przeistoczyć z rotacyjnego na marszałka polowego, a to już brzmi bardzo dumnie. I najważniejsze, by zagrzewając do boju, nie szedł z okrzykiem – naprzód, lecz za mną panowie. Myślę, że nie tylko Jagodzianie, ale i wszyscy Polacy z przyjemnością by obejrzeli, jak wgniata Putina w ziemię. To byłby lepszy hit, niż pierwsze posiedzenie sejmu.
Zaraz za marszałkiem powinni ruszyć słudzy Ukrainy, czyli poprzedni rząd. Nikt ich przecież z tej służby nie zwolnił, a że już nie mogą rozdawać naszych pieniędzy, gdyż nie mają do nich dostępu, pozostaje więc osobiste wstawiennictwo.
W następnym szeregu zjawić się musi obecny premier, który sam mianował się najbardziej pro ukraińskim politykiem. Nie wyobrażam sobie więc, aby nie zjawił się na takim dziejowym wydarzeniu. Zresztą na spotkaniu w Paryżu, deklarował nasze uczestnictwo w takiej wyprawie, co wiemy dzięki premierowi Słowacji, gdyż nasz to człowiek skromny, nie lubiący się przechwalać sukcesami, a i niespodzianki lubi robić. Oczywiście premier powinien mieć swojego adiutanta, którym na pewno zostanie poseł Kowal, który codziennie słowo Ukraina odmienia przez wszystkie przypadki, przy każdej okazji. Że ten człowiek jeszcze pamięta, iż jest posłem na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, to godne podziwu.
Tym sposobem mamy już ustaloną generalicję, jednakże brakuje jeszcze piechoty, która ruszy z okrzykiem bojowym na wroga. I tu proponuję wszystkich tych, którzy nieustannie krzyczą, że to jest nasza wojna. Nie ma więc wyjścia, skoro to ich wojna, to przecież nie może na niej ich zabraknąć, bo to wyglądałoby tak, jak gdyby na urodziny przyszli goście, w lodówce oczekiwał tort, a solenizant się nie zjawił. Przecież to byłoby po imprezie, zanim się zaczęła.
Osobiście obiecuję, że my „tchórze” będziemy na nich z niecierpliwością czekali, aby ich powitać z wszelkimi honorami, czy to na Powązkach, czy też w Pałacu Prezydenckim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz