Jest taki samotny dom i jest samotny
mężczyzna. Zrządzenie losu, traf albo przypadek sprawił, że się spotkali.
Chociaż tak naprawdę, to samotny mężczyzna na swojej drodze spotkał ten dom. W
hollywoodzkiej historii w tym miejscu nastąpiłoby szczęśliwe zakończenie, ale
jesteśmy tu i teraz i w zasadzie historia się zaczyna, czy też może trwa w
najlepsze. Faktem jest, że w wyniku tego spotkania sytuacja zmieniła się raczej
pozornie, gdyż nadal mężczyzna był samotny, tyle, że mieszkał od teraz w
samotnym domu. Można więc wykreślić go ze statystyk ludzi bezdomnych, a „Ludzi
bezdomnych” z kanonu lektur szkolnych i nieoczekiwanie rodzi się dobra zmiana –
piękny materiał do telewizji rządowej.
Jednakże nie
wszyscy ją oglądają i dla pozostałych opowieść robi się, jakby bezduszna, bez
polotu i bez ikry, która to wylądowała na
śmietniku jeszcze przed świętami. Problem, skąd to wszystko wziąć, kiedy
bohaterowie opowieści – to samotny dom i mężczyzna. Mężczyzna nijaki, bez
twarzy, charakteru i posiadający tylko samotność na własność. Majątek i kapitał
nie wzbudzający zazdrości. Dom szału też nie wzbudza i można się domyślać, że
jest to jakaś ruina na końcu świata. Pełny romantyzm, a to we współczesnej
nomenklaturze oznacza całkowitą nudę.
Laik pomyślał by
sobie, że to jest – wypisz, wymaluj, jak relacja z wycieczki do lasu. Idziesz,
a tam drzewo, drzewo, drzewo, drewno, drewno, drewno (musieli przed tobą iść
przedstawiciele Ministerstwa Ochrony Środowiska) i w tym momencie… uświadamiasz
sobie właśnie, że w tym pozornym błogostanie musiało się coś wydarzyć. Taka
porąbana historia z siekierą i piłą łańcuchową w tle. Masz nadzieję na horror i
kierujesz z powrotem myśli do samotnego domu, z nadzieją na fascynującą historię z duchami w
tle.
Dom, jak wiemy był
stary, więc musiał mieć swoją historię. Jednakże to był samotny dom, więc
możliwość jej poznania – niewielka.
Próbował ją zgłębić samotny mężczyzna rozglądając się po pokojach i
zakamarkach. Niestety nie natrafił na nic, co dało by mu jakąś informację.
Oczywiście, że dom mając wreszcie w swoim wnętrzu żywą duszę, próbował nawiązać
kontakt, a to poprzez odgłosy skrzypienia podłogi i drzwi, czy też stukanie w
kominie. Niestety efekt dla obu, był… żaden. Nić porozumienia się nie pojawiła.
Na wiele dni nastąpił klasyczny marazm. I wreszcie nadszedł ten dzień, bo
musiał. Samotny mężczyzna zdobył się na wysiłek i odwagę, aby udać się na
strych. Bardzo ostrożnie i powoli stawiał stopy na kolejnych stopniach schodów.
Im był wyżej, tym jego oddech przyspieszał. Strach byłby wyraźnie widoczny w
jego oczach, gdyby tylko ktoś mógł w nie spojrzeć. Po dziesiątkach minut
mężczyzna dotarł do drzwi. Walczył z myślą, czy na pewno je otworzyć, a pot skapywał
mu obficie z czoła. Wreszcie pomyślał: Teraz muszę. Nacisnął klamkę i zamarł z
wrażenia na widok, jaki zobaczył za drzwiami. Na strychu nie było dosłownie
nic. Nic poza kilometrami pajęczyn i samotnego, wiszącego na belce stropowej…
kalendarza. Podszedł bliżej i już wiedział – to był kalendarz na stary rok. Pod
wpływem działającej jeszcze adrenaliny odciął go i wyrzucił. Nazajutrz udał się
do najbliższego miasteczka i kupił nowy kalendarz. Zmiana kalendarza – nie
zmieniła nic. Nadal samotny mężczyzna, mieszkał w samotnym domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz