wtorek, 3 marca 2020

Piękna mydlarka


     Poniedziałkowe popołudnie. Wincenty Przeciętny, jak zwykle wracał pieszo z pracy. Mógłby jechać tramwajem, ale tramwaje ostatnio jeżdżą przypadkowymi trasami, albo wcale i niewiele się w nich dzieje, więc on uważał, że gdy będzie chodził pieszo, to kiedyś coś się jednak zdarzy. Niestety w poniedziałek nic się nie zdarzyło i wrócił tradycyjnie do swojego pustego mieszkania.

     Tych, co znali Wincentego trochę dłużej, zaskakiwało bardzo, że posiadał on mniemanie i to mniemanie posiadał zdecydowanie o sobie. Czuł instynktownie, że zasługuje na więcej, na więcej niż inni. Cóż mógł na to poradzić. Problem był tylko w tym, że inni nie mieli o tym zupełnie pojęcia.

     Niespodziewanie po poniedziałku nastąpił wtorek i Wincenty idąc swoją stałą trasą rozglądał się bardziej niż zwykle, gdyż postanowił sobie być od dzisiaj człowiekiem rezolutnym. Ten cudowny i śmiały pomysł sprawił, że już po niedługiej chwili zauważył właśnie nowy sklep z dużym, kolorowym neonem wyświetlającym napis Mydlarnia. Wiedziony swoją szelmowską ciekawością postanowił do niego zajrzeć przez szybę wystawową. To co zobaczył wprawiło go w osłupienie. Stał tak niczym rażony piorunem, bez ruchu, bez świadomości, że tuż obok niego toczy się życie. Był ponad to.

     W środę Wincenty nie był w stanie już skupić się na niczym. Jedyną i ciągle powracającą myślą było to, iż dzisiaj znowu stanie przed mydlarnią. Tak oczywiście zrobił. Stał tam i cały czas się gapił na postać stojącej za ladą mydlarki. Jakże cudną istotą ona się wydawała jemu. Tak, to było spełnienie jego wieloletnich marzeń i wielu cudownych snów. Co prawda lada sklepowa była tak ustawiona, że widział swój obiekt westchnień tylko z tyłu, ale przecież awers musi pasować do rewersu.

     Czwartkowym popołudniem Wincenty poczuł się trochę jakby pewniej (ale jeszcze nie na tyle, żeby wejść do środka i przyjrzeć się z bliska swojej boskiej mydlarce) i zaczął dopuszczać do swego umysłu drobne myśli erotyczne w postaci przecudownych piersi, które widział przed swoimi oczami. Chociaż tak do końca, to nic nie zobaczył, gdyż ekran jego wyobraźni w większości zasłaniały anielskie włosy, tej która powinna być jego.

     Nadszedł piątek i to miał być ten dzień. Już od samego rana Wincenty Przeciętny zbierał odwagę w sobie, a ponieważ był zdecydowanie sporym mężczyzną, to miał przed sobą dużo zbierania. Jednocześnie układał najwspanialsze teksty, jakie wypowie, gdy już znajdzie się w środku mydlarni. Oczywiście, niczym american man nastawił się bardzo pozytywnie do tego. Musiał to zrobić dzisiaj, bo w weekendy było nieczynne, a on nie wyobrażał sobie dwóch dni w samotności.

     To już ten moment. Zerknął jeszcze przez szybę do środka. Jego anioł był tam, jak co dzień. Stanął przed drzwiami i powinien oczywiście nacisnąć klamkę, ale postanowił jeszcze wziąć kilka oddechów, przecież tlen rozświetla umysł, a niczego bardziej mu teraz nie było potrzeba. Wreszcie nie było odwrotu, Wincenty nacisnął klamkę i bardzo wolno i delikatnie zaczął otwierać drzwi. Cudowny zapach, który nagle natarł na niego, sprawił, że nogi zdecydowanie zrobiły się bardzo luźne. Walcząc z myślami i zwiotczałymi mięśniami wszedł do środka, a wraz  z jego wejściem zadzwonił dzwonek, umieszczony nad drzwiami. Na ten dźwięk, odwróciła się jego wyśniona mydlarka. Wincenty spojrzał i jęknął: O Jezuuu!

     Ale nie zobaczył tam twarzy żadnego Jezuska, tylko zdrowe oblicze Andrzeja Dudy, który odezwał się do niego tymi słowami: No nareszcie! Mój przeciętny wyborco, którego jeżdżąc po Polsce moim autobusem, usilnie szukam. Ty jesteś moją nadzieją i szansą. Cały czas czekam tu na pana. Wincenty  próbował coś odpowiedzieć, ale z ust wyleciała mu tylko i pękła wielka bańka mydlana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...