środa, 11 marca 2020

Moje miasto tylko dla mnie


     W ciągu jednego życia w tym mieście można było przeżyć: epidemię ospy, stan wojenny, powódź tysiąclecia i kolejną epidemię. A to tylko najważniejsze wydarzenia. Jeśli ktoś chciałby żyć w ciekawych czasach, to jest szczęściarzem.

     Jest to pewien rodzaj radości, kiedy idę sobie popołudniem przez rynek, a tam spokój, jakby to by była dopiero siódma rano. Żadnego Niemca z NRD, żadnego Japończyka, Włocha, Hiszpana, ani nawet Ukraińca, bo ci akurat jeszcze byli na budowie. Spokój, cisza, sielanka oraz zdziwienie, że jest to możliwe. Nawet stojący tam zawsze mim, miał tak zdziwioną minę, że chyba po raz pierwszy można było wyczytać prawdę z jego twarzy. W lokalach każdy klient obsługiwany tak, jakby to sama angielska królowa się zjawiła. Oczywiście, że to nie ze względu na jego szaty, lecz z tego powodu, że następny mógł się już dzisiaj nie zjawić. W tramwajach pustki, bo większość ludzi w marketach zajęło się tropieniem makaronu, ryżu, konserw i tego co im jeszcze przyjdzie do głowy. Mógłbym im oczywiście powiedzieć, że „w moim” warzywniaku to wszystko jest i czeka na klientów. Ale po co komuś psuć zabawę. Niech szukają i kupują. Potem będą musieli te swoje zapasy zjeść i nie zazdroszczę im tej diety. Przez kilka miesięcy na zmianę ryż, makaron, ryż i tak dalej.

     A najbardziej mnie cieszy fakt, że wykupiono wszelkie dostępne środki myjące. A skoro wykupiono, to znaczy, że ludzie zaczną tych środków używać. I już oczami wyobraźni widzę, a nosem czuję, że oto wsiadam w upalny dzień do środka masowej komunikacji, a tam czuć lawendą, fiołkami - słowem linia Chanel nr 10 albo nr 33, zależnie gdzie wsiądę. I po raz kolejny można stwierdzić, że nawet najgorsze sytuacje, nie do końca są takie.

     Podsumowując ten mój dzień, mógłbym powiedzieć, że pozostaje nam tylko żyć i nie umierać, z dużym akcentem na to pierwsze. W końcu cały nasz kraj dzielnie walczy z epidemią, która się rozlała po całym świecie. Wszyscy wypowiadają się z wielką wiarą w rychłe zwycięstwo i ja chyba też. A to „chyba” napisałem, patrząc – jak u mnie w firmie pani dzielne walczy z wirusami i zarazkami przy pomocy jednej brudnej szmaty, czyli tak zwanej uniwersalnej ścierki. I jesteśmy w domu, a ten dom to Polska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...