Żyjemy w kraju
węgla i masek i żeby nas nikt nie posądzał o jakieś tam ciągoty komunistyczne,
to węgiel mamy głównie z Rosji, a maseczki z Chin. Węgla się nie udało
załadować na największy pociąg świata, więc jedzie sobie zwyczajnie anonimowo.
Za to maseczki przyleciały potężnym metalowym ptakiem, więc była to okazja dla
pełniącego obowiązki premiera, aby przeciąć troczki przy pierwszej maseczce. I
to jest nasz wielki wkład w kulturę światową, bo żaden przywódca na kuli
ziemskiej jeszcze tego nie robił.
Maski i maseczki
to teraz najważniejsze słowa i nie jest możliwa żadna publiczna wypowiedź, aby
się odbyła bez przynajmniej jednokrotnego wymówienia, jeśli chodzi o lakoniczną
wypowiedź, bo w innych to rośnie w postępie geometrycznym. Co ważne, to przez
miesiąc czasu doktory, profesory i ministry tłumaczyli mi ciemnemu ludkowi, że
noszenie masek przez ludzi zdrowych jest dla nich bardziej szkodliwe, niż chodzenie
bez tychże. Przyjąłem, zrozumiałem, zaakceptowałem. Ale przyleciał samolot? No
i noszenie masek jest obowiązkowe i to może nawet przez rok czasu. Spoglądam w
niebo, czy następne już nadlatują. Dodając dwa do dwóch,
taka myśl mi się w głowie zrodziła, czy aby doradcą rządowym w ważnych
sprawach, nie jest przypadkiem prezes ZUS-u?
Noszę więc tą
maskę (chociaż na swoją tyle lat pracowałem, nie po to by się jej wstydzić),
jak większość karnych obywateli i męczę się. Z obawą obserwuję prognozy pogody,
bo jakby tak słońce postanowiło zrobić sobie lato wiosną, to limit oddechów
może mi się szybko wyczerpać. Nikt się oczywiście tym nie przejmie, bo nie
wliczę się do statystyki covidowej, a o to w tym wszystkim chodzi.
Z resztą co ja tam
narzekam z powodu jednej maski. Rządzący to mają teraz przechlapane. Ci to
dopiero muszą nosić masek: maskę cierpiącego za miliony, maskę opiekuna,
organizatora, troskliwą, maskę wszystkich masek i to codziennie i jednocześnie.
Jak to dobrze, że jestem tylko małym człowieczkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz