On był twardy, jednakże jego drażliwe jelito sprawiało, że
czasami się wzruszał. To jego jedyna słabość. Co prawda ludzie mówili, że słabość ma do alkoholu, ale nie jeden chciałby
taką mieć. Wypić flaszkę jednym przechyłem bez popitki i jeszcze rozglądać się
za następną. To raczej była miłość. Nikt nigdy nie widział, żeby kiedykolwiek
porzucił niedopitą, jak prawdziwy dżentelmen. W całej wielkiej okolicy nie było
takiego drugiego gościa. Przy tym wszystkim bardzo szarmancki był. Do sklepowej
zawsze zwracał się: Szanowna pani kierowniczka raczy podać… I tu wymieniał co
potrzebuje, chociaż w zasadzie niczego nie musiał mówić, bo kupował zawsze to
samo – flaszkę i piwo. Tu mógłby ktoś zarzucić mu nieskomplikowaną osobowość, a
jednak nie była to prawda. To nie jest tak, że pił zawsze to samo. Jak
pojawiały się nowe trunki, to pierwszy dokonywał degustacji. Do jego wszystkich
pozytywnych cech należy dodać też niesłychaną cierpliwość i wytrzymałość.
Potrafił pierwszy przyjść, jeszcze przed otwarciem sklepu i zostawać długo po
jego zamknięciu. W tym czasie inni przychodzili, odchodzili, czasami wracali, a
on trwał, jak opoka. A kobiety? Kobiety były wpatrzone w niego, jak święty
obrazek i modliły się, żeby chociaż obrzucił je krótkim spojrzeniem, a że nie
był niewdzięcznikiem, to nie odmawiał szybkiego obiadku, czy częściej kolacji i
tylko wtedy znikał na chwilę.
Tym sposobem
doszliśmy do momentu, że wypadało by zapytać i co z tego? Po co ten
tekst powstał? Prawda jest taka, że nikt nie wie, więc pytać nie będzie. Czasy jednak
wymagają tego, aby mieć świadomość, że gdzieś tam jest taki gość, co się
obostrzeniom nie kłania, który ma ogorzałą twarz nie tylko od słońca, a po
męsku potrafi odezwać się nie tylko wtedy, gdy proponuje innym miskę ryżu.
Jednym słowem ku pokrzepieniu serc w tych podłych czasach, szczególnie
niewieścich serc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz