środa, 4 maja 2022

Plecy – główny organ społeczno- polityczny

 

     Z naukowego punktu widzenia to najważniejszym organem człowieka jest mózg, co przekłada się na rozum i inteligencję. Jednakże nauka to jedno, a życie to drugie i często łamie takie stereotypy. Nie wiem, jak było dawniej, ale w PRL-u najważniejsze były plecy. Kto je miał ten żył. To był taki ustrój, gdzie niewielu miało pracę, ale etat wszyscy. I właśnie do zdobycia właściwego etatu potrzebne były plecy. Bardzo często na takim etacie, który zdobywało się za  pomocą pleców, pensja była tak marna, że z ekonomicznego punktu widzenie trzeba było być idiotą, aby się tam zatrudnić. Cała tajemnica na takim etacie nie kryła się jednak w wypłacie, ale możliwościach, które się otwierały w takim miejscu. Była to łatwość poznawania kolejnych ważnych osób, zdobywania różnych pozwoleń, talonów i bonów do miejsc i dóbr niedostępnych dla osób, które takich pleców nie posiadały.

 

     Ktoś mógłby sądzić, że u reszty społeczeństwa organ w postaci pleców był w zaniku, jak każdy nie używany. Nic bardziej błędnego. Wiadomym jest, że nawet najlepiej dobrana i zorganizowana grupa potrzebuje kogoś, kogo może nie darzy sympatią, ale kto pisząc kolokwialnie - odwala całą robotę, bo coś w tych raportach i sprawozdaniach znaleźć się musi, żeby wszyscy mogli trwać w spokoju. A nagrodą dla tego człowieczka było właśnie poklepanie po plecach. Wielki gest! Tak było w PRL-u, po którym nastała wymarzona, czy też wywalczona (na ten temat są różne zdania) wolność. Zmieniono wszystko, właśnie po to, żeby nic się nie zmieniło. Ci co mają plecy do kariery dalej poklepują tych co mają plecy tylko do klepania. Śmiem twierdzić, że jest to nasz narodowy organ i tylko kwestią niedługiego czasu jest nowa specjalizacja medyczna o nazwie dorsumologia, bo na różne bóle nas stać, ale ból pleców to już by był taki kryzys, że nawet telewizja Kurskiego nie potrafiła by tego przekuć w sukces.

 

     Podsumowując można stwierdzić, że poklepywanie po plecach, to taki piękny, polski ojcowski gest. Ostatnio nawet można stwierdzić, że zachwycił się nim cały cywilizowany świat. I jakaż duma się  pojawia w kraju nad Wisłą, kiedy nasz minister obrony, pojechał do Waszyngtonu  i nie byle jaka ręka poklepała go po plecach,  a kiedy zobaczyłem, że nasz premier jest przez wszystkich poklepywany w Brukseli, to radość tak mi piersi rozparła, że guziki od koszuli ledwo wytrzymały. Myślę sobie wtedy, cóż lepszego może mnie w życiu spotkać. I zaraz mam odpowiedź, kiedy widzę prezydenta (chciałoby się  napisać naszego, ale ostatnio pojawiły się pewne wątpliwości), w każdym razie z Warszawy pojechał  do Kijowa i nie tylko został poklepany po plecach, ale zrobił klasycznego niedźwiedzia. Rozpłakałem się ze szczęścia. To był najdroższy niedźwiedź, jakiego widziałem. Warto było żyć tyle lat. Pytanie: czy to jest kres naszych możliwości? Czy można w tych gestach pójść dalej? Oczywiście! Kto pamięta wizyty Breżniewa w Polsce ten wie, ale to już byłaby opowieść dla dorosłych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...