Polacy ciągle narzekają (niezmienna nasza cecha narodowa), że wszystko jest złe, że nie ma nadziei i żadne światełko w tunelu nam nie zaświeci. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że opatrzność nas opuściła już na zawsze. A jednak tak nie jest. I chociaż trudno w to uwierzyć, mamy bardzo duże szczęście.
Właśnie w ostatnią niedzielę zakończyło się spotkanie grupy G7. Grupa ta obejmuje kraje, które (teoretycznie) uznaje się za najbogatsze. To przywódcy tych krajów maja nadzieję, że rozgrywają świat, a ponieważ jest wojna na Ukrainie, to oczywiście nie mogło się obyć bez deklaracji, kto i ile wyłoży pieniędzy na ten cel. W sumie wyszło tego 28 miliardów euro. Aby być uczciwym, to przypomnę, że między deklaracją, a rzeczywistością nie zawsze pojawia się znak równości.
I tu już można się zorientować, o jakim szczęściu postanowiłem napisać. Jest to naprawdę wielkie szczęście, że Polska nie należy do tej grupy (dlaczego nie należy?- to zupełnie inny temat). Nie trzeba mieć bardzo dużej wyobraźni, żeby wiedzieć co by było, gdyby któryś z naszych wielkich, którym empatia zaczyna się we Lwowie i podąża dalej na wschód, znalazł się na takim spotkaniu. Oczywiście musiałby być pierwszy i musiałby być najlepszy. Pomyślmy ile miliardów nas by to kosztowało, przy założeniu, że nie mamy ani jednego. A tak, to dzisiaj jest wtorek i jeszcze w tym tygodniu nie oddaliśmy nic za darmo. To jest dobry tydzień. Muszę przyznać, że tyle optymizmu dawno nie znalazło się w jednym krótkim tekście. Pozostaje mieć nadzieję, że na koniec tygodnia nasz bilans nie będzie gorszy i że coraz więcej takich tygodni nas czeka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz