Dzieci radośnie pobiegły do szkoły, że posłużę się parafrazą
imć Sienkiewicza. A skoro tak, to dorośli mają wakacje. Można ten czas puścić
na żywioł, ale jest też możliwość skorzystania z formy zorganizowanej. I o tym
właśnie pomyśleli naśladowcy najlepszych
wzorców zorganizowanego wypoczynku lat PRL-u.
Wyruszyło więc w
Polskę dwóch najlepszych z najlepszych kaowców (jeden duży, drugi mały), którzy
w dziedzinie rozrywki mają wieloletnie doświadczenie. Tak, jak oni potrafią
zorganizować czas… No nie widzę konkurencji. Godzinami są w stanie zabawiać ludzi i wcale nie muszą mieć
nic ciekawego do powiedzenia, a mimo to ludzie słuchają. No czysta magia! I
nawet, gdy mówią na ten sam temat, to niekoniecznie to samo. Dlatego ludzie
słuchają obu, robiąc przy tym mądre miny, żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał,
że nie wiedzą o co chodzi.
I kiedy tak duży
mówi, że węgla nie zabraknie, to ja wiem, że on podaje prawdziwe dane, bo
przecież może mieć na myśli węgiel w aptece lub ten do grilla, a tam nikt nie
wpadł jeszcze na to, by stworzyć kolejkę po ten węgiel, już nie mówiąc o
kolejce do kolejki. A jak mały z kolei dodaje do tego, że można palić
wszystkim, tylko nie oponami (czyli drifty będą ścigane z całą surowością prawa),
to mnie też nie dziwi, bo to przecież człowiek wolności jest, więc jego wypowiedź
jest oczywista. Jednakże powstaje mały dylemat, jak to na wakacjach, czy
siedzieć sobie spokojnie sącząc drinki w
oczekiwaniu na węgiel, czy też „zbierać”
opał osobiście, ignorując krzyki małżonki, że już czas wynieść śmieci, gdyż same wychodzą. Na to ostatnie oczywiście nie
możemy pozwolić, bo nie stać nas na to, żeby opał samowolnie nas opuszczał.
Wakacje, wakacjami,
jednakże są tacy, którzy zawsze potrafią zepsuć dobrą zabawę, pytając: dlaczego
obaj kaowcy nie wykonują swojej pracy w macierzystych Domach Kultury, tylko szwendają
się po kraju? Odpowiedź jest bardzo prosta. Wystarczy trochę poszperać w
pamięci i przypomnieć sobie, jak właśnie w takich okolicznościach, jeden z nich
trafił do Pcimia. To nawet nie jest miasteczko, ale też nie jest wioska, tylko
wyjątkowa kuźnia talentów, w której
wolne zasoby ludzkie niestety już się skończyły, a potrzeby spółek i funduszy ciągle rosną.
Niewykluczone więc, że gdzieś siedzi sobie spokojnie przysłowiowy mały
Kaziu, do którego już niedługo będziemy się zwracać panie prezesie Kazimierzu.
Każdy musi więc być czujny i gotowy na tą nominację. Kraj czeka!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz