Konsumując dzisiaj obiad, przysłuchiwałem się rozmowie o tym, że Andrzej Bargiel zrezygnował z kolejnego rekordu, polegającego na wejściu i zjazdu na nartach ze szczytu Mount Everestu. Obaj rozmówcy wyrazili swój żal, że mu się nie udało. A ja się bardzo cieszę, bo fajny to jest gostek i dzięki tej decyzji będzie na pewno żył.
Nie wiem skąd u ludzi biorą się te ciągoty do wymyślania i bicia dziwnych rekordów. Rekordów, które tak naprawdę niewielu obchodzą. Rodzina, znajomi, kilku dziennikarzy, a ty ryzykujesz życie. Czy warto? Dotyczy to przede wszystkim młodych ludzi w poszukiwaniu sławy. Wymyślają sobie jakieś zadanie i jak im się niestety uda, to już po nich, bo w tym pędzie się nie zatrzymają. Przykładem może być chociażby świętej pamięci Wanda Rutkiewicz. Fajna, rozsądna osoba, która jednak dała się ponieść ku rekordom. Szkoda!
Ile jest wart rekord? I czy zawsze ten, który pomknie wyżej, dalej… jest najlepszy? Wyobraźmy sobie, że w szkole na WF-ie dzieciak skacze w wzwyż 150 cm, a jego kolega 140 cm. Który z nich jest lepszy? Każdy powie, że ten co skoczył wyżej. No i racja, ale kiedy się dowiemy, że ten pierwszy trenuje w Szkolny Klubie Sportowym, a ten drugi skoczył swoje „z marszu”, to ten rekord, jest taki mało rekordowy.
Co roku na początku maja we Wrocławiu biją Gitarowy Rekord Guinnessa. Ktoś to wymyślił i trwa medialna impreza. Myślę, że dużo uczestniczących w tym wydarzeniu ludzi traktuje to całkiem poważnie. Oto są tu, gdzie dzieje się historia świata. A prawda jest taka, że wystarczyłoby, żeby burmistrz średniej wielkości chińskiego miasta wydał polecenie, żeby w drodze do pracy Chińczycy wzięli ze sobą gitary, na których jednocześnie zagrają te trzy chwyty i po wielkim rekordzie. Tyle jest on wart. Czy nie można w normalnym świecie zebrać ludzi z gitarami, aby razem zagrali, bez liczenia i bez nadymania się, że robią coś wielkiego? Czy nie bijąc rekordów jesteś gorszym człowiekiem?
Większość rekordów nie ma większego sensu, a niektóre są wręcz szkodliwe. Chociażby ten, który nas dotyczy. Czyli, jak szybko można doprowadzić trzydzieści osiem milionów ludzi do ruiny? Niestety dobrze im idzie. Już pokonali wszystkie PRL-owskie rządy i nie widać u nich żadnych oznak zmęczenia. I czy chcemy, czy nie chcemy? - to bierzemy w tym udział. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że niezmiennie trzydzieści procent ludzi cały czas wierzy w ustanowienie tego rekordu. Na koniec mógłbym się odwołać do nadziei, tylko skąd ją wziąć, kiedy brak przeciwników, a naśladowców wielu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz