Nareszcie jest wrzesień. Najpiękniejszy miesiąc roku. Zawsze warto czekać na taki czas. Dzieci w szkołach, urzędnicy w urzędach, pracownicy w pracy, aż chce się wyjść z domu. To bardzo fajny czas, a raz na cztery lata nawet cudowny. Wszyscy! Dosłownie wszyscy chcą mi nieba przychylić. Jestem tak ważny, że nawet nigdy nie myślałem, żeby takim być.
Chociaż szczerze, to trochę się boję, że im się uda, a ja jeszcze nie chcę do nieba. Ciągle mam ochotę pochodzić po ziemi. Dlaczego? Bo lubię chodzić, a ostatnio tutaj robi się tak kretyńsko ciekawie, że żal byłoby tego nie widzieć. A jeśli już miałbym umierać, to wolałbym tak trochę poczekać, aby się przed tym aktem, jak człowiek, najeść w szpitalu. Chciałbym także, doczekać tego czasu, gdy do opakowań z napojami, będą przyspawywać zakrętki, bo pomimo starań, wciąż bez trudu je odrywam. Cudownie byłoby też zobaczyć VIP-a sączącego drinka przez papierową słomkę. I wiele podobnych rzeczy chciałbym jeszcze zobaczyć.
W dawnych czasach o tej porze była zawsze kampania buraczana. Prawie każdy ówczesny dziennik się od tego zaczynał. Sznury traktorów ciągnęły do cukrowni (były takie w Polsce). Na ich szlaku można było bez trudu znaleźć spadające buraki. Niby już tego nie ma, aczkolwiek gdyby się tak wsłuchać… Tylko, czy buraki potrafią mówić? Takie proste pytanie, a ileż można na nie znaleźć odpowiedzi.
Wrzesień to naprawdę piękny czas. Słońce już tak nie góruje nad nami. Rzekłbym, że to właśnie ten czas, kiedy możemy mu spojrzeć w twarz i wreszcie stwierdzić, czy śmieje się do nas, czy z nas? A do tego mamy jeszcze darmowego artystę, który codziennie zaskakuje nas nową paletą barw. Czy potrzeba czegokolwiek więcej, żeby przestać zauważać swoją szarą codzienność?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz