poniedziałek, 11 marca 2024

Wczasy na wojnie

 

Przewodnicząca Państwowej Agencji Rozwoju Turystyki Ukrainy zaprasza wszystkich na wczasy do tego kraju. Oficjalnie informuje, iż tylko dwadzieścia procent terenów jest objęte działaniami wojennymi, a na pozostałym obszarze hotele i restauracje czekają na gości. To bardzo rzadki przypadek, aby oficjalna instytucja ukraińska podawała prawdziwe informacje. I zapewne tylko przypadek sprawił, że ta informacja nie przebiła się w naszych mediach.


Chociaż ta wojna trwa od 2014 roku, to wielkie medialne zainteresowanie zaczęło się dopiero od dwóch lat. Wcześniejsze wydarzenie nie za bardzo pasowały do przyjętej narracji. I od tych dwóch lat z tak zwanego zachodu jeździ tam praktycznie, kto tylko chce, a nie mówimy tu o zwykłych ludziach. Taka to wojna jest. Czy ktoś słyszał może o podobnych wycieczkach do Syrii lub Gazy?


Wojna ta, od samego początku była skazana na porażkę Ukrainy, z czego oni doskonale zdają sobie sprawę, więc cały czas usilnie starają się wciągnąć do niej inne kraje, szukając w tym swojej szansy. Te wycieczki też temu celowi służą. Uważny obserwator zauważy sztuczki stosowane podczas takich wizyt. Jest to uzależnione od rangi „turysty”. Jeśli jest to kluczowa osoba, to w czasie jego wizyty włącza się syreny alarmowe, aby przekonać go o rzeczywistym zagrożeniu. Jednak do każdej sztuczki można się przyzwyczaić, więc trzeba nakręcać spiralę zagrożenia i to się dzieję. Tym sposobem przy ostatnich wizytach trzeba już odpalać rakiety, aby uwiarygadniać zagrożenie i wywrzeć presję. Wiadomym przecież jest, że jak na Ukrainie wybucha rakieta to na sto procent, jest to ruska rakieta i nikt nie ma żadnych wątpliwości. Tak samo, jak nikt nie ma nawet cienia podejrzeń, dlaczego komendant policji dostał w prezencie granatniki.


W tym chaosie wojennym, my jesteśmy w podwójnie kiepskim położeniu. Raz, że to blisko nas, a dwa, że rządzą nami ludzie, którzy aż przebierają nogami, żeby nas tam wysłać. Ostatnio coraz głośniej o tym się mówi. Właśnie prezydent i premier razem zostali wezwani do Waszyngtonu i jest duża obawa, że po to, aby nas wkręcić w tą wojnę i bardzo bym chciał się mylić.


Szukając kompromisu w tym wszystkim i odpowiadając na apel turystyczny, to proponowałbym wprowadzenie bonu turystycznego do zrealizowania właśnie na Ukrainie. Wtedy ci wszyscy, którzy uważają, że to ich wojna i ci, którzy aż rwą się (przynajmniej w Internecie) do walki, mogliby tam jechać. Dzięki temu nie musieliby spać w okopach, tylko jak ludzie w hotelu, za który zapłaciliby tym bonem. To mogłoby być najbardziej pożytecznym rozdawnictwem publicznych pieniędzy w ostatnim czasie. A oni zostaliby bohaterami wczasów, po wsze czasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...