Dionizy Marchewka miał kiedyś ambicje. Można powiedzieć, że
ambicji nigdy mu nie brakowało. Nachodziło go nawet czasami, aby coś z tym
zrobić, tylko, że jak już mobilizował się do działania, to wtedy zawsze
pojawiało się pytanie: Po co? Przecież był śliczny, czarujący i uroczy. Nigdy
się nie musiał o nic starać, gdyż wszystko przychodziło samo. W pracy awanse i podwyżki zaskakiwały go bardzo często,
bo oczywiście nigdy, tak na serio, nie przykładał się do swoich obowiązków.
Prawdą jest, że ponosił pewien wysiłek, który polegał na tym, aby w miarę
punktualnie przychodzić, ale to było
wszystko co robił. Niechaj nikt nie myśli jednak, że to było takie łatwe, gdyż sen też zdecydowanie go
uwielbiał. Kobiety ciągnęły do niego, jak wierni na pielgrzymkę. Korzystał z
tego do woli, uznając, że musi być miły, więc żadnej nie odmawiał. Siłą rzeczy stały
związek nie wchodził w grę. Nie było na to żadnych szans. Z resztą skąd by miał
wziąć czas, żeby chociaż o tym pomyśleć.
Jacenty Kij zawsze
żył z dnia na dzień. Nie zajmowało go co będzie jutro. Ważne było dzisiaj, a w
zasadzie teraz. Codzienność to była walka o kasę, flaszkę i jakieś towarzystwo,
chociaż gdy miał już flaszkę, to o to ostatnie nie było wcale trudno. Nigdy się
nie zastanawiał dlaczego tak jest. Wiedział, że nie jest piękny, bystry, więc musi
jakoś to zrekompensować. Trochę pracy na siłowni i mały gadżet w kieszeni
wystarczał, aby bez trudu otwierać portfele, przypadkowo spotkanym miłym osobą,
w ciemnych zaułkach osiedla. Kobiety z wiadomych powodów nie lgnęły do niego,
jednak nie zajmowało go to specjalnie. Wystarczyło mu, że przekonał jedną co
zapewniała mu wikt i opierunek i co bardzo cenne – nie zadawała zbędnych pytań.
Mijały lata,
rzekłbym dużo lat. Wygląd Dionizego Marchewki zmienił się tak, jak ziemniaków
na przednówku. Z mięśni Jacentego Kija zostały tylko pelikany. Wydawać by się
mogło, że los się od nich odwrócił. Jednak nic z tych rzeczy, bo właśnie los
sprawił, że wtedy się poznali. Natychmiast doszli do wniosku, że
razem mają znacznie więcej argumentów dla życia. Tam gdzie czar Dionizego nie
działał, pojawiały się gadżety Jacentego i zwykła matematyka w postaci przewagi
liczebnej. Szybko stali się sławni i to nie tylko na swoim osiedlu. Zaczęto
nawet mówić o metodzie Kija i Marchewki. Metoda jest znana i stosowana cały czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz