sobota, 21 lipca 2018

Marchewka i Kij


    Dionizy Marchewka miał kiedyś ambicje. Można powiedzieć, że ambicji nigdy mu nie brakowało. Nachodziło go nawet czasami, aby coś z tym zrobić, tylko, że jak już mobilizował się do działania, to wtedy zawsze pojawiało się pytanie: Po co? Przecież był śliczny, czarujący i uroczy. Nigdy się nie musiał o nic starać, gdyż wszystko przychodziło samo. W pracy  awanse i podwyżki zaskakiwały go bardzo często, bo oczywiście nigdy, tak na serio, nie przykładał się do swoich obowiązków. Prawdą jest, że ponosił pewien wysiłek, który polegał na tym, aby w miarę punktualnie przychodzić, ale  to było wszystko co robił. Niechaj nikt nie myśli jednak, że to  było takie łatwe, gdyż sen też zdecydowanie go uwielbiał. Kobiety ciągnęły do niego, jak wierni na pielgrzymkę. Korzystał z tego do woli, uznając, że musi być miły, więc żadnej nie odmawiał. Siłą rzeczy   stały związek nie wchodził w grę. Nie było na to żadnych szans. Z resztą skąd by miał wziąć czas, żeby chociaż o tym pomyśleć.

     Jacenty Kij zawsze żył z dnia na dzień. Nie zajmowało go co będzie jutro. Ważne było dzisiaj, a w zasadzie teraz. Codzienność to była walka o kasę, flaszkę i jakieś towarzystwo, chociaż gdy miał już flaszkę, to o to ostatnie nie było wcale trudno. Nigdy się nie zastanawiał dlaczego tak jest. Wiedział, że nie jest piękny, bystry, więc musi jakoś to zrekompensować. Trochę pracy na siłowni i mały gadżet w kieszeni wystarczał, aby bez trudu otwierać portfele, przypadkowo spotkanym miłym osobą, w ciemnych zaułkach osiedla. Kobiety z wiadomych powodów nie lgnęły do niego, jednak nie zajmowało go to specjalnie. Wystarczyło mu, że przekonał jedną co zapewniała mu wikt i opierunek i co bardzo cenne – nie zadawała zbędnych pytań.

     Mijały lata, rzekłbym dużo lat. Wygląd Dionizego Marchewki zmienił się tak, jak ziemniaków na przednówku. Z mięśni Jacentego Kija zostały tylko pelikany. Wydawać by się mogło, że los się od nich odwrócił. Jednak nic z tych rzeczy, bo właśnie los sprawił, że wtedy   się poznali. Natychmiast doszli do wniosku, że razem mają znacznie więcej argumentów dla życia. Tam gdzie czar Dionizego nie działał, pojawiały się gadżety Jacentego i zwykła matematyka w postaci przewagi liczebnej. Szybko stali się sławni i to nie tylko na swoim osiedlu. Zaczęto nawet mówić o metodzie Kija i Marchewki. Metoda jest znana i stosowana cały czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...