Matka natura
to dzisiaj częste i modne stwierdzenie, czy też określenie pewnego stanu.
Pojawia się między innymi w reklamie producenta soku, chociaż obraz ten kojarzy
mi się raczej ze świtezianką. To taka nimfa wodna występująca w balladzie
naszego wieszcza – mistrza Adama. Chociaż współcześnie świtezianka to raczej kobieta,
która chodzi o świcie po mieszkaniu bez wdzianka. Co od razu przywołuje myśli o
pięknej, młodej i niewinnej, a przecież bez wdzianka chodzą również kobiety,
które wagę mają raczej w sobie, niż w łazience. I nie ma w tym nic dziwnego, bo
przecież na przykład taki Kubuś Puchatek, którego do szczupaków nikt nie
zalicza, też chodzi goły i nie tylko po mieszkaniu. Czyli można?! Stara prawda, że lepiej być okrągłym niż kanciastym,
jest na to dowodem.
Oprócz matki
natury eko nowocześni często przywołują też matkę ziemię. Wiadomo matka to
ciepło, opieka i te sprawy, więc warto się nią posługiwać, jak najczęściej.
Ktoś kto o tym mówi od razu staje się nowoczesny, mądry, inteligentny i nikt nie próbuje pomyśleć, że plecie androny. Skoro
mówi to wie, a jak wie to mówi. Przecież nikt nie będzie dociekał źródła tej
wiedzy. A źródła wiedzy dzisiaj tworzy się w nieskomplikowany sposób. Piszemy
swoje niewątpliwie fantastyczne teorie. Wrzucamy do sieci w różne miejsca. Czekamy trzy dni i
mamy dogmat. Szczęściem dla wszystkich jest to, że mimo wielości tych matek
czuwa nad nimi jeden Bóg Ojciec.
Warto by się
jednak zastanowić, skąd właściwie wzięła się ta matka natura. Większość zapewne
myśli, że to wynalazek naszych czasów. Że oto wzrosła ludzka świadomość, że
jesteśmy bardziej inteligentni, że mamy szersze spojrzenie na świat i nasze
otoczenie. Chcemy by świat był piękny, dziki i naturalny. Oczywiście zdobyczy
cywilizacji nikt nie porzuci. Ten świat ma być gdzieś tam i nie dotykać nas na co dzień, ale
ma na nas czekać. Prawda jest zawsze banalna i trywialna. Było to w czasach,
kiedy ludzie żyli w solidnych budowlach - takich jak groty, czy jaskinie. Czasy
były właśnie dzikie i niebezpieczne, więc kiedy facet wychodził z „domu” zawsze
o tym głośno informował krzycząc do kobiety: „Matka! Na tura idę”. Ot i
wszystko się wyjaśniło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz