Całe jego dzieciństwo i młodość to był dom nad stawem.
Większość wspomnień jest związana z tym miejscem. Tam nauczył się pływać, tam
snuł marzenia i wreszcie tam przy ognisku pierwszy raz pocałował dziewczynę,
czy też ona go pocałowała – nieważne, gdy świat nagle nabiera innego wymiaru.
Było naiwnie, niewinnie i słodko. To był czas, gdy wszystko było proste, a on
wierzył, że jest ważną częścią tego wspaniałego świata i będzie tak zawsze. I
pewnie nadal by tak było, gdyby nie to, że ludzie (czy tego chcą, czy nie)
dorastają.
Dorosłość spędził
w wielkim mieście, gdzie tylko komunikacja jest wolna, bo cała reszta pędzi w
oszałamiającym tempie. Trudno się więc dziwić, że i jemu się to udzieliło. Nauka,
praca, jakaś tam kariera i gdy wreszcie znalazł czas, aby spojrzeć za siebie,
to okazało się, że jest już stary, sam i nie ma pojęcia dokąd tak mu się w tym
życiu spieszyło. Mógłby w tym momencie stać się hobbystą alkoholowym, co dałoby
mu wrażenie, że wszystko jest jednak bardzo proste i piękne, jednakże hobby to ma
tę wadę, że alkohol czasami się kończy. Chwilę się nad tym zastanawiał i jednak
skierował swoje kroki w kierunku barku. Wtedy właśnie znalazł tam karteczkę z
przychodni z datą wizyty lekarskiej i znów zdziwił się, jak ten czas szybko
płynie, a coś co było tak odległe – nieoczekiwanie nabrało statusu „już”. W tym
momencie uświadomił sobie, że jest człowiekiem dojrzałym, gdyż właśnie teraz
przysługują mu atrakcje geriatryczne, tak bardzo niedostępne w szczeniackim
wieku.
Wyruszył z samego
rana najbardziej dziarskim krokiem, na jaki w tym momencie było go stać. Wszedł
do przychodni i… Tłum ludzi, tam spotkany byłby niezłym zapleczem na
niejednej manifestacji. Tyle szczęśliwych ludzi w jednym miejscu – pomyślał –
no cóż! Będę się cieszył razem z nimi. Oczywiście musiał jeszcze wypowiedzieć najpopularniejszą
kwestię w tym kraju: „Kto ostatni?” Gdy usłyszał odpowiedź i spojrzał na osobę
to chóry anielskie zaśpiewały w jego głowie i blask złotej poświaty go oślepił.
Wszedł do przychodni, a trafił do raju. Chciał powiedzieć coś mądrego, później
chciał cokolwiek powiedzieć, lecz tylko stał, jak zamurowany. Musiał upłynąć
niezły kwadrans, żeby powrócił mu dar mowy. Wtedy się do niej odezwał.
Rozmawiał i słuchał urzeczony. Najcudowniejszy dialog, jaki prowadził w swoim
całym długim życiu. Przychodnia pustoszała, lecz co ich to obchodziło. Oni
widzieli tylko siebie. Dopiero pielęgniarka wywołująca wielokrotnie jej
nazwisko przerwała konwersację. Później nadeszła jego kolej, a ona na niego
czekała. I to było piękne. A najciekawsze w tej historii jest to, że połączyły
ich stawy. Jej lewy, jego prawy – biodrowy. Powrót do lat dzieciństwa –
pomyślał – jest możliwy w każdym wieku i
w każdej sytuacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz