Proszę! Pokażcie mi dziesiątą kobietę. Można się zastanawiać dlaczego nie
czwartą, siódmą, czy dziewiątą. Czemu uparłem się właśnie na dziesiątą? Otóż!
Każdy kto widział te dziewięć kobiet od razu stwierdzi, że są one mało
wiarygodne. Takie skłonne do bardzo naiwnej egzaltacji, bez żadnej głębi, bez
tajemnicy. Słowem – nieskomplikowane, a to nie wzbudza ani ciekawości, ani
zainteresowania. Dlatego, gdy słyszę, że dziewięć, na dziesięć kobiet wybrało,
stwierdziło, poleca coś tam, to zawsze wtedy odzywa się we mnie pragnienie, aby
spotkać tą dziesiątą kobietę.
To musi być ktoś
taki, kto nie pędzi za aktualną modą, kto ma własne zdanie i potrafi je obronić. To
kobieta, która gdy otwiera usta potrafi zahipnotyzować słuchacza. Słowem
outsider, czyli pokrewna dusza. Oczywiście, że psychologia tłumu jej nie
dotyczy, gdyż tłum może być tylko zwielokrotnioną głupotą jednostki, a ona jest
jedna, czy też jedyna i dlatego dziewięć kobiet możemy oglądać do woli, a jej
nie.
Zdaję sobie
sprawę, że istnieje także możliwość, że dziesiątą kobietą jest osoba, która z
zasady jest na „nie”. Która zawsze strzela focha, a muchy z jej nosa nigdy nie
wylatują. No i dobrze. Dla mnie i tak byłaby ciekawsza niż te pozostałe. Takie
klasyczne wyzwanie, niczym „Poskromienie złośnicy”, czyli sól życia.
Wnioski z tego
każdy oczywiście wyciąga sobie sam. Można przecież brać to wszystko co życie
przynosi i być szczęśliwym, ale można też szukać, gonić marzenie i osiągnąć
poziom satysfakcji i zadowolenia niedostępny tłumom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz