poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Forpoczta postępu

 

    Mbweme Kowalski mieszkał w małym malowniczym miasteczku w gminie Kamerun, województwo Afryka. To było nowe, przygraniczne  województwo, utworzone na mocy obietnic wyborczych. Jako, że graniczyło z San Escobar postanowiono, iż tam właśnie powstanie nasz skansen postępu, żeby nikt nie mógł zarzucić, że u nas wszędzie tylko zacofanie i ciemnogród. Jednym słowem utworzenie tego województwa  było dla władz lekarstwem, na niekończące się kompleksy, wobec tak zwanego zachodu.

     Mbweme od zawsze miał świadomość, że jest w czepku urodzony. I chociaż to nie był biały czepek, nie narzekał. Od dzieciństwa był już lokalną atrakcją i bardzo mu to pasowało. Jego imię (podobno ojciec, gdy poszedł do urzędu, nie do końca był trzeźwy, a urzędniczka przygłucha) rzadko kto potrafił wymówić, więc nazywali go murzynkiem, a gdy dorósł, to  już tylko wymieniali jego nazwisko, gdy słowo murzyn stało się nieużywalne, w wyniku wzrostu postępu. Próbowano mu wmówić, że jest afroamerykaninem, lecz przecież ameryki nigdy nie widział, nawet nie miał paszportu, bo po co?  Kiedy tutaj miał, jak pączek w maśle.

 

     Gdy powstało nowe województwo i zaczął się postęp Mbweme  został niespodziewanie wezwany do burmistrza, który zaproponował mu etat mniejszościowy, na co ten szybko się zgodził, bo zwyczajna praca, jakoś go nie kręciła. Tak naprawdę to był cały etat, tylko on był miasteczkową mniejszością, która miała bywać w lokalach, pozować do zdjęć z turystami, udzielać wywiadów i tak dalej. Wymarzone życie, więc szybko nawiązał nicie sympatii z urzędnikami, aby przypadkiem nikogo podobnego do niego nie ważyli się zameldować w miasteczku. Zawsze trzeba pamiętać z czego się żyje.

 

     Uczciwie trzeba powiedzieć, że ze swoich obowiązków wywiązywał się bez zarzutu. Nie minęło dużo czasu, a tłumnie zaczęli przyjeżdżać do miasteczka mężczyźni nazywający siebie kobietami i kobiety, które twierdziły, że one to mężczyźni.  Wkrótce już nikogo nie dziwiły kobiety z zarostem i mężczyźni mający cieńszy głos, niż najniższa krajowa. Mieszkańcy zrobili się tolerancyjni i delikatni do tego stopnia, iż przestano używać form osobowych, aby broń Boże, nikogo nie urazić. Później zwabieni otwartością miasta zaczęli przyjeżdżać inni. Był na przykład osobnik, który identyfikował się z koniem. Codziennie zamawiał w ulubionym barze owsiankę, a gdy mu się ktoś nie spodobał, to po prostu go kopał. Nikt się nie skarżył i przyjmowano to ze zrozumieniem, po przecież nikt nie będzie domagał się pociągnięcia konia do odpowiedzialności. Kodeks tego nie przewidywał. Miejscowi też szybko zaczęli korzystać z uroków postępu. Całe grupy wracające z zakrapianych imprez załatwiały swoje potrzeby gdzie popadnie, na co żadne służby nie reagowały, gdyż wiadomo było, że identyfikują się z czworonogami i muszą znaczyć swoją drogę do domu. Oczywiście zjawił się też człowiek kot, który chodził po miasteczku ocierając się o wszystkie osobniki mające atrybuty kobiece. Nikt jednak, nie miał do niego pretensji, gdy się okazało, że codziennie wyłapywał myszy w piwnicach, czyli naprawdę był pożyteczny.

 

     Sielanka trwała i nawet zaczęto się zastanawiać, czy nie rozszerzyć tego eksperymentu na inne województwa, kiedy w miasteczku pojawił się pewien mały człowiek. Miał taki charakterystyczny wąsik i kazał się nazywać Adolf. Władza z początku nie bardzo kojarzyła, ale gdy się okazało, że odwiedza on wszystkie sklepy chemiczne w okolicy i w każdym pyta: Czy mógłby kupić Cyklon B?”. Wtedy już była pewność, że każdy postęp wcześniej, czy później zatoczy koło i zawsze wrócimy, tam gdzie już byliśmy. Tylko jak i czy jest ktoś taki, co potrafi zatrzymać postęp?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...