Bicie piany w moim kraju ma bardzo długą tradycję. Niestety
nie przekłada się to na ceny bezy, a przecież powinno. Wielkie jęczenie od co
najmniej miesiąca odbywało się na temat powrotu dzieci do szkół. Pojawiły się
nawet głosy, że w ten sposób skazujemy setki dzieci na śmierć, a jeśli już nie
dzieci to ich rodziców i dziadków. Po prostu tragedia ma się wydarzyć. Jednocześnie
dzieci i młodzież, można codziennie spotkać w centrach miast, na deptakach,
promenadach, galeriach handlowych, czy też w środkach masowej komunikacji i nie
stanowią tam dla nikogo zagrożenia. Nie wzbudza również niepokoju, że
zdecydowana większość nigdzie i nigdy nie zakłada słynnej, aczkolwiek
obowiązkowej, maseczki.
Co do samych
maseczek to można przeczytać tyle różnych opinii, że tak naprawdę trudno sobie
wyrobić zdanie, czy noszenie ma sens, czy to jest tylko element społecznej tresury.
Chociaż jeśli sobie uświadomimy, że są ludzie (znam osobiście), którzy od
początku tak zwanej pandemii, nigdy nie wyprali i nie zdezynfekowali swojej
maseczki, to skłaniam się do tego, że mniejszym zagrożeniem społecznym, jest po
prostu jej brak.
Najfajniejsza jest
jednak tak zwana służba zdrowia, czyli miejsce, gdzie powinniśmy się czuć
bardzo bezpiecznie, bo w końcu na zdrowiu, kto ma się znać. Jednakże nie mamy
takiej szansy, gdyż obecnie przychodnie to są niedostępne twierdze. I fajnie
się ogląda programy o zdrowiu, gdzie
obojętnie jaki jest temat, zawsze lekarze zalecają, aby gdy tylko pojawią się u
nas niepokojące objawy, natychmiast udać się do lekarza. Traktując te zalecenia
poważnie rejestrujemy się … na teleporadę i już czujemy się lepiej, bo żaden
lek przecież tak nie leczy, jak kilka ciepłych słów, że nic się złego nie
dzieje i wszystko będzie dobrze.
W życiu każdego
pojawiają się na szczęście szczęśliwe dni. Osobiście takiego doświadczyłem i
udało mi się zarejestrować na prawdziwą wizytę. Wielkie święto, więc oczywiście
odstawiłem się świątecznie i poszedłem, pewnym krokiem do rejestracji, aby
potwierdzić wizytę, co mi się od razu udało, bo oczywiście żadnego innego
pacjenta w przychodni nie było. Jak szybko wszedłem, tak wyszedłem, przed
przychodnię, bo lekarz musiał się przygotować, aby mnie przyjąć, a w poczekalni
stanowię zagrożenie, niczym tykająca bomba. Tłumaczę sobie, że skoro ja przyszedłem
na galowo, to lekarz nie chce być gorszy. Piękny obyczaj. Pełna kultura i już
po jakichś piętnastu, dwudziestu minutach czekanie przed przychodnią osobiście
jestem proszony do gabinetu. W gabinecie lekarz w pełnym rynsztunku – kombinezon,
przyłbica i maska. Oczywiście wizyta moja była krótsza niż wszystkie konwenanse
prowadzące do jej zaistnienia. Niedługo potem, spotkałem swoją lekarkę obok
przychodni w warzywniaku i zacząłem się zastanawiać nad sensem sensu. Czy to
nie jest mój kraj w pigułce? Gra pozorów i komedia grana, bez jednego uśmiechu
od samej wielkiej góry do mnie – małego robaczka!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz