poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Nawet wymiotować się już nie chce


     Bicie piany w moim kraju ma bardzo długą tradycję. Niestety nie przekłada się to na ceny bezy, a przecież powinno. Wielkie jęczenie od co najmniej miesiąca odbywało się na temat powrotu dzieci do szkół. Pojawiły się nawet głosy, że w ten sposób skazujemy setki dzieci na śmierć, a jeśli już nie dzieci to ich rodziców i dziadków. Po prostu tragedia ma się wydarzyć. Jednocześnie dzieci i młodzież, można codziennie  spotkać w centrach miast, na deptakach, promenadach, galeriach handlowych, czy też w środkach masowej komunikacji i nie stanowią tam dla nikogo zagrożenia. Nie wzbudza również niepokoju, że zdecydowana większość nigdzie i nigdy nie zakłada słynnej, aczkolwiek obowiązkowej,  maseczki.

     Co do samych maseczek to można przeczytać tyle różnych opinii, że tak naprawdę trudno sobie wyrobić zdanie, czy noszenie ma sens, czy to jest tylko element społecznej tresury. Chociaż jeśli sobie uświadomimy, że są ludzie (znam osobiście), którzy od początku tak zwanej pandemii, nigdy nie wyprali i nie zdezynfekowali swojej maseczki, to skłaniam się do tego, że mniejszym zagrożeniem społecznym, jest po prostu jej brak.

     Najfajniejsza jest jednak tak zwana służba zdrowia, czyli miejsce, gdzie powinniśmy się czuć bardzo bezpiecznie, bo w końcu na zdrowiu, kto ma się znać. Jednakże nie mamy takiej szansy, gdyż obecnie przychodnie to są niedostępne twierdze. I fajnie się ogląda  programy o zdrowiu, gdzie obojętnie jaki jest temat, zawsze lekarze zalecają, aby gdy tylko pojawią się u nas niepokojące objawy, natychmiast udać się do lekarza. Traktując te zalecenia poważnie rejestrujemy się … na teleporadę i już czujemy się lepiej, bo żaden lek przecież tak nie leczy, jak kilka ciepłych słów, że nic się złego nie dzieje i wszystko będzie dobrze.

     W życiu każdego pojawiają się na szczęście szczęśliwe dni. Osobiście takiego doświadczyłem i udało mi się zarejestrować na prawdziwą wizytę. Wielkie święto, więc oczywiście odstawiłem się świątecznie i poszedłem, pewnym krokiem do rejestracji, aby potwierdzić wizytę, co mi się od razu udało, bo oczywiście żadnego innego pacjenta w przychodni nie było. Jak szybko wszedłem, tak wyszedłem, przed przychodnię, bo lekarz musiał się przygotować, aby mnie przyjąć, a w poczekalni stanowię zagrożenie, niczym tykająca bomba. Tłumaczę sobie, że skoro ja przyszedłem na galowo, to lekarz nie chce być gorszy. Piękny obyczaj. Pełna kultura i już po jakichś piętnastu, dwudziestu minutach czekanie przed przychodnią osobiście jestem proszony do gabinetu. W gabinecie lekarz w pełnym rynsztunku – kombinezon, przyłbica i maska. Oczywiście wizyta moja była krótsza niż wszystkie konwenanse prowadzące do jej zaistnienia. Niedługo potem, spotkałem swoją lekarkę obok przychodni w warzywniaku i zacząłem się zastanawiać nad sensem sensu. Czy to nie jest mój kraj w pigułce? Gra pozorów i komedia grana, bez jednego uśmiechu od samej wielkiej góry do mnie – małego robaczka!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...