Co by nie powiedzieć? – to chłopaki potrafią się bawić. To
nic, że nie za swoje, ale zabawa jest przednia, to i pieniędzy nie żal.
Najnowsza impreza odbywa się pod hasłem koalicja. Jednego dnia podobno jest, a
następnego okazuje się, że już jej nie ma. Taki odpowiednik staropolskiej
ciuciubabki. Po paru dniach tej zabawy, to nawet podnieconych dziennikarzy nie
trzeba słuchać. Wystarczy rano wstać, zerknąć na kalendarz i już sam wiesz, czy
to jest dzień, w którym koalicja istnieje, czy nie?
Początkiem zabawy
(przynajmniej dla gawiedzi) był zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Taka
niespodzianka dla rolników, chyba, że będą chcieli mieć kota – to jeszcze mogą.
Dla rolników jest to prawdziwy szok, bo całkiem niedawno oddali wszystkie swoje
głosy na koalicję. A przecież napisano już nie jedną powieść o tym, jak pan
wykorzystał chłopa, czy też chłopkę. Warto czytać, a jeśli już się nie chce, to
znać przysłowie, które mówi, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
Na to wszystko nie
mogli patrzeć już górnicy, którzy dla swojego bezpieczeństwa postanowili zostać
pod ziemią, co jest o tyle zrozumiałe, że też oddali swoje głosy koalicji, więc
nie są daleko w kolejce do likwidacji. Jak górnicy nie wyjechali, to matki,
żony i kochanki górników wpadły w płacz, bo poszła plotka, że ma przyjechać niejaki
Sasin, aby negocjować z górnikami, a zanany on jest z wielu sukcesów swoich
misji.
Na szczęście, to
wszystko dzieje się daleko od Warszawy, gdzie minister finansów próbuje policzyć
pieniądze, których nie ma i codziennie wychodzi mu zupełnie inna suma. Dzieje
się to tak szybko, że pełniący obowiązki premiera nie nadąża z wymyślaniem
nowych podatków, a nie od dziś wiadomo, że jest on w tym bardzo dobry.
W tym zamieszaniu
nie ma nawet czasu straszyć pandemią, która w zasadzie jest pod społeczną
kontrolą, odkąd lekarze przestali chorych wpuszczać do przychodni zdrowia. Po
tylu latach udało się wreszcie ludzi nauczyć, że przychodnia, jak nazwa
wskazuje, jest dla ludzi zdrowych, a jak ktoś się uprze, że będzie chorował, to
może sobie w domu założyć izbę chorych, którą (gdyby nie udało mu się wyleczyć)
rodzina może zamienić w izbę pamięci. I jak tu nie kochać życia w kraju, w
którym wielcy potrafią się bawić, a mali rozwiązywać swoje problemy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz