Kto nie lubi i nie jadł pierogów?
Osoby takiej trzeba by bardzo długo szukać. Do tej pory jeśli się o nich rozmawiało to ważny był smak,
ewentualnie ilość, jednakże w coraz bardziej groteskowym świecie, nagle
najważniejsza stała się nazwa.
Właśnie zamierzałem
się wybrać do restauracji, którą lubiłem. Nie żebym tam był stałym bywalcem,
ale w ciągu roku raz, czy dwa tam się pojawiałem. Zachęcała ona swoim menu, które nawiązywało do czasów przedwojennych mojego
miasta, a także zamiłowania kulinarnego
bohatera z książek o tamtych czasach. Nie zagłębiałem się w to wierząc,
że skoro jest taka deklaracja właściciela, to musi być prawda. Zajrzałem więc w
ten jadłospis i oprócz tego, że ceny wzrosły o wiele bardziej, niż we
wszystkich okolicznych restauracjach (to można przełknąć, jeśli warto), to rzuciła
mi się w oczy nazwa pierogów ukraińskich, których tam nigdy nie było. Wiem z czego
robi się pierogi ukraińskie, a te były
zwyczajnie ruskie, tylko tak teraz właściciel je nazwał. I to jest właśnie polityka na talerzu,
a tego bardzo nie cierpię.
Jeśli by to było takie
proste, fajne i miało sens, to wystarczyłoby
mówić Wladimir Zelensky i Volodymyr Putin, a natychmiast front sam by się
odkręcił. Do tego jeszcze wysłać parę milionów pierogów ukraińskich, zamiast czołgów
i nie tylko Putin ale cała Rosja by się
poddała. Niestety! Tak to nie działa. Powiem więcej: to w ogóle
nie działa!
Jeśli to miał być
pomysł biznesowy właściciela, to moim zdaniem strzelił sobie w kolano, bo jak
ja mam teraz uwierzyć, że reszta menu
jest prawdziwa i na talerzu dostaję
produkt, który był konsumowany w tym mieście w początkach dwudziestego
wieku, że rozkoszuję się smakiem historii. Kto raz oszuka, nie ma wyrzutów sumienia przy kolejnym. Zastanówmy się do kogo
ten pomysł był skierowany. Już wiadomo, że nie do mnie. A może do „naszych”
gości? No niestety, ale oni już na dzień dobry są informowani o darmowym
wyżywieniu, więc nie. To pewnie do miłośników pustych gestów, których nad Wisłą
jest bardzo dużo. Pewnie tak, tylko że oni raczej nie posiadając zamiłowania
do pracy zarobkowej, nie dysponują
budżetem na takie lokale, więc… więc
życzę panu powodzenia, aby nie musiał
znowu apelować do byłych klientów, walcząc o przetrwanie, jak podczas
niedawnych lockdownów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz