Polska Straż Graniczna dla naszego
dobra powinna mieć zakaz wypuszczania
naszych VIP-ów na Ukrainę. Każdy kto tam pojedzie (te wycieczki są coraz
częstsze, a przecież tam jest wojna), to niczym przysłowiowy Jasiu wyrywa się,
żeby im koniecznie coś dać. Chciałoby się powiedzieć, dać od siebie, ale to
niestety nieprawda. A to damy paliwo, a to będziemy leczyć rannych, a to się zaopiekujemy
wdowami i sierotami, wybudujemy osiedle domków kontenerowych. Normalny festiwal, który nie ma końca. Czy
będziemy mieli coś w zamian? Boże! Przecież nie wolno o takie rzeczy pytać. To
nie wypada. Musimy to robić, nie pytając, bo jak nie to Putin do nas przyjdzie
i nam domy zbombarduje. A wiecie, że ja już kiedyś bardzo podobny tekst kiedyś słyszałem.
Chodziło o stan wojenny w Polsce wprowadzony w grudniu 1981 roku. Wtedy też to
była konieczność, aby armia radziecka nie wjechała do nas czołgami. Po latach
się okazało, że żadne dokumenty takiego zagrożenia nie potwierdziły.
Przyjrzyjmy
się więc Ukrainie. Kraj ludniejszy i większy
od Polski. Na większość terenu nawet jeden granat nie spadł w czasie tej wojny.
Ich prezydent codziennie wygłasza przemówienia zawierające żądania różnego
sprzętu i pieniędzy i rzadko kto mu odmawia. Rząd pracuje cały czas. Parlament
działa, co widzieliśmy kiedy w nim Andrzej
Duda występował w swoim braterskim przemówieniu. Bardzo jasno stwierdził, że
Ukraińcy których przyjmujemy, to nie są żadni uchodźcy tylko goście, a ponieważ
ma on mieszkanie w Krakowie, to zakładam, że tam już goście mieszkają
(przynajmniej zaoszczędzimy na jego weekendowych podróżach). Wracając do
tematu, to wysłuchałem rozmowy z merem Lwowa, który opowiadał, że miasto działa
normalnie, jeździ komunikacja, ludzie chodzą do pracy, dzieci do szkoły i tak
jest w wielu miejscowościach. Urząd skarbowy normalnie pobiera podatki
(normalnie, jak na Ukrainie). I tu powstaje pytanie: Dlaczego ich administracja
mając większe środki niż my, nie przejawia ochoty, aby zaopiekować się swoimi obywatelami?
Dlaczego są dumni z tego, że kilka milionów ludzi opuściło kraj? W żadnym
komunikacje naszych wycieczkowych władz, nigdy nie było wzmianki o przeprowadzonej
rozmowie na temat ukraińskich obywateli w Polsce. O co tu chodzi?
Wszystko wygląda
marnie i mało optymistycznie, a tak by się chciało napisać coś optymistycznego.
I okazuje się, że jest coś takiego. Otóż! Jerzyki przyleciały do Polski.
Przyleciały, aby za nas walczyć z komarami i co ciekawe nic za to od nas nie chcą. A najciekawsze jest to, że
po skończonej robocie, odlecą tak niepostrzeżenie, jak się pojawiły. A gdyby tak
ludzie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz