Listopad to chyba najlepszy i jedyny taki miesiąc, dla wszystkich tych, którzy posiadają duszę. Niezależnie, czy w tym czasie słońce zwiększa kontrast otaczających nas z każdej strony kolorów, czy też deszcz wciska nam pod skórę melancholię. Również nasza tradycja powoduje, że ten czas nie pogania naszych myśli, a wręcz nastraja do refleksji i zadumy. Wtedy właśnie przypominamy sobie o ludziach, którzy byli w naszym życiu, szczególnie o tych, którzy zmarli. Nie wiem, czy zdajemy sobie do końca sprawę, że śmierć osoby, z którą mieliśmy interakcję, powoduje też nasze obumieranie? Każda sytuacja, każda rozmowa, niezależnie od naszej woli, jest już skończona, a wspomnienia niepełne. Już nie można zadać tego podstawowego pytania: A pamiętasz…?
Kiedy ludzie umierają, często możemy słyszeć w rozmowie, że ci co zostają, nie wyobrażają sobie życia, bez tej osoby. Potem jednak nie znajdują nawet pięciu minut w ciągu roku, aby pochylić się nad mogiłą. Znak czasu, kiedy najważniejsza jest pierwsza osoba liczby pojedynczej, a wirtualne życie… zastępuje życie. Myślę, że dla takich ludzi wybawieniem byłby powrót do dziadów, które w Polsce były jeszcze obchodzone pod koniec dziewiętnastego wieku. Oprócz wielu różnic z obecnym Dniem Wszystkich Świętych oraz Dniem Zadusznym jest jedna podstawowa i dla takich ludzi znacząca, że to duchy zmarłych odwiedzają żywych. Jedyny wysiłek, to otwarcie drzwi lub okna, bo to jest dla ducha znak, że ktoś czeka. I wtedy mógłby się odbyć taki „dialog”: O babcia! Fajnie, że wpadłaś! Jak widzisz, ja jestem ciągle zajęty, ale obiecuję ci, że jak wpadniesz za rok, to już znajdę dla ciebie czas. Aha! Babcia?! Jeszcze jedno! Gdzie schowałaś pieniądze, bo przetrząsnęliśmy całe mieszkanie i nigdzie nie było?
Tak! Wirtualny świat systematycznie staje się dominującym, więc może to jest też idealny czas, aby zajrzeć do kontaktów w naszym telefonie. Przejrzeć je uważnie i pomyśleć o ludziach, którzy się za nimi kryją. Zadać sobie pytanie: Czy już jesteśmy gotowi na skasowanie umarłych? Nie jest to łatwe i przypomina trochę zajęcie kata. Łatwiej jest z żywymi, którzy niekontaktowali się z nami od kilku lat, więc jaka jest szansa, że odezwą się jeszcze, zupełnie bezinteresownie do nas? A i sami możemy się uderzyć we własną pierś i uczciwie sobie powiedzieć, że z niektórymi ludźmi naprawdę nie chce nam się gadać, więc czy nie warto nacisnąć – skasuj?! Ten zabieg spowoduje, że nasz telefon stanie się znacznie „lżejszy”. A my po tej operacji, możemy zajrzeć w nasze myśli i zastanowić się nad życiem. Gdzie jesteśmy? Dokąd idziemy? Może warto skorygować naszą trasę na najbliższy rok, aby sumienie nie robiło nam wyrzutów. Korzystajmy z danego czasu, nim Grudzień włączy swoje dopalacze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz