To, że czas wszystko zmienia wydaje się raczej oczywiste i w zasadzie nikt tego nigdy nie sprawdza. Czy jednak jest tak rzeczywiście? Warto sprawdzić. Dlatego postanowiłem przypomnieć tekst, który pisałem na początku stycznia 2014 roku.
Jak powstaje pijany kierowca?
Temat jest oczywiście ostatnio bardzo medialny i wypowiadali się praktycznie wszyscy, którzy mogli, ale jakoś bardziej interesowały ich skutki, a nie przyczyny, a to przecież jest najważniejsze, jeśli chcemy coś rzeczywiście zmienić. Skąd się biorą pijani kierowcy? Najprościej odpowiedzieć, że z różnych uroczystości i spotkań towarzyskich, a to oznacza, że świadków takiego faktu jest zawsze sporo.
Nim powstanie nam klasyczny pijany kierowca, jest on zwyczajnym, niewinnym i kochanym współuczestnikiem imprezy. Przychodzi jednak taki moment, że delikwent wpada na pomysł wychylenia jednego kieliszeczka za zdrowie…. Potem wsiada do swojej bryki i oczywiście nic się nie dzieje, bo przecież kieliszeczek nie jest w stanie zrobić wrażenia na stanie trzeźwości praktycznie każdego dorosłego człowieka. Mija jakiś czas i nasz przyszły pijany kierowca wypija na tak zwaną drugą nogę, następnie wsiada do pojazdu i tradycyjnie odjeżdża. Co się teraz dzieje? Jeden dodać jeden jest dwa, więc różnica niewielka, czyli nic nowego się nie zdarza. Mija następny i następny czas, a nasz ulubieniec w podobnej sytuacji wychyla już trzy, potem cztery kieliszeczki i tak dalej. W swoim twardym dysku ma już zakodowany odruch: kieliszeczek, kluczyki, jazda. I tak oto narodził się nam kolejny pijany kierowca.
Czy można coś zrobić, aby kierowców na podwójnym gazie było mniej? Jedyną mądrą rzecz, jaką na ten temat słyszałem, to zmienić mentalność ludzi. Wydaje się to niemożliwe do wykonania, ale…. Zacząć trzeba od tych, którzy kształtują świadomość, oraz tych, których działanie może być rzeczywistym przykładem dla społeczeństwa. Proponuję, więc aby wreszcie któryś z wielu wrażliwych dziennikarzy poinformował publicznie, że oto po imprezie zakrapianej widział wsiadającą dziennikarską brać do swoich samochodów, albo opowiedział, jak uniemożliwił im jazdę. Oczywiście, aby przykład działał należy ich wymienić z imienia i nazwiska. To samo po służbowym raucie mogliby zrobić rzecznicy policji, prokuratury i sądu, a czyniący to samo poseł, stworzyłby poczucie, że rzeczywiście przykład idzie z góry. To byłby ostateczny znak, że w naszym pięknym kraju, naprawdę nie ma świętych krów i niezależnie, kim jesteś, to twoje działanie zostanie pokazane i napiętnowane.
Zawsze na końcu tej drabinki jest sędzia wydający wyrok i niezależnie czy on się nam podoba, czy nie, to wyrok jest wyrokiem, a wydający, bierze go na swoje sumienie. To jest właśnie niezawisłość sędziego. My możemy tylko publicznie przypomnieć, kto go wydawał, aby od czasu do czasu obudzić zasypiające w nawale obowiązków sumienie.
No cóż! Minęło ponad osiem lat i co ten czas zmienił? No niewiele! Przybyło sporo znanych nazwisk, które do swojego celebryckiego CV mogą dopisać umiejętność promilowej jazdy. Niezawisłość sędziowska stała się dla mnie coraz mniej zrozumiała..
Nie jest żadną tajemnicą, że postanowiłem powrócić do tematu, po tym, jak znany pan Jerzy znowu „zobaczył ciemność” i przez to nie widział motocyklisty. Wypity alkohol nie ułatwił mu tego zadania. Jeszcze raz potwierdziła się zasada, że im bardziej jesteś bogaty, tym bardziej nie stać cię na taksówkę. O tramwaju, czy autobusie nie wspomnę, bo taki człowiek mógłby sobie nie poradzić z techniką zakupu biletu. Jakby ktoś tego nie wiedział, to jest ten sam pan Jerzy, który w wywiadach mówił takie piękne rzeczy o życiu, zachowaniu, podejmowaniu decyzji. Fajnie się tego słuchało. A tu taki klops! Kolejny autorytet, który padł od własnej dłoni z kieliszkiem.
W życiu powinno się mieć jakiś autorytet. Kogoś, na kim można się wzorować, taki znak drogowy, gdzie podążać, aby nie zbłądzić. Jednakże odkąd powstawały kolejne Rzeczpospolite (ciągle nie wiem, która aktualnie jest), środowiska postępowe dzielnie walczyły, aby takowych nie było. Nie jest już autorytetem szkoła, kościół, policja, wojsko, politycy. Lekarze i naukowcy właśnie się swojego autorytetu pozbywają i nie jest to dobrą wróżbą dla kraju. Pozostaje więc szukanie całkiem blisko… w swojej rodzinie. Czego wszystkim bardzo życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz