„Wysokie ceny energii to też broń Putina”. Taki sobie bilbordzik wisi na przystanku. Rząd, który ma swoje osobiste media z pieniędzy podatników, wydaje następne miliony (oni tysięcy, to już chyba nie uznają), by uwolnić się od podejrzeń, że ma coś z tymi cenami wspólnego. W sumie, to jest bardzo dziwny ruch, bo przecież jeżdżą po całej Polsce, spotykając się z mieszkańcami tychże miast i tam takie pytania, ani też wątpliwości nie padają. To czemu to ma służyć? Czyżby przekonaniu tych, których nigdy się na takie spotkanie nie wpuści? Pewnie, jak przeczytają, to uwierzą.
Rzecz w tym, że Putin nigdy tak tanio energii nie sprzedawał. Dzięki temu Indie, Chiny i można tak dalej wymieniać - zrobili sobie całkiem spore zapasy. Przełoży się to bezpośrednio na ceny ich produktów i zwiększy konkurencyjność w stosunku do wielkiej i postępowej Europy.
A w Polsce (niedościgniony pionier) i także w Europie nałożyliśmy sobie embargo na rosyjskie surowce. To znaczy Europa nałożyła embargo, tyle że to wygląda dokładnie tak, jakby Tomcio Paluch kopał wielkoluda. Wielkolud nie zauważy, a Tomciowi (nomen omen) paluch spuchł. Dlatego, jak słyszę, że Unia Europejska nakłada kolejne sankcje na Rosję, to od razu przeliczam drobne w portfelu, w nadziei, że uda się dociągnąć chociaż do Bożego Narodzenia. Zawsze wtedy przypomina mi się film wytwórni A’YOY pod tytułem „W obronie kobiety”. Warto obejrzeć.
Konkludując, to naszemu rządowi polecam, aby przypomniał sobie historię biczowników. Byli tacy w okresie od XIII do XV wieku. Chodzili oni po miastach i biczowali się, nie tylko za swoje winy. Jakby tak zamiast mówić androny do gawiedzi, chlasnęli się pary razy pejczem przez plecy, to mieli by być może szansę na współczucie, a daj Boże… nawet sami mogliby coś zrozumieć!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz