Czy była w Polsce tajna epidemia? Jeśli była tajna, to oczywiście nikt o tym nie wie i ja też, bo na tym polega tajność. Ale zawsze można sobie mózgiem powywijać, aby się neurony nie rozleniwiły. Tylko należy się za bardzo nie rozpędzać w tym wywijaniu, gdyż nie chodzi nam by zgadywać działania mistrzów intelektu, ale naszych kochanych chłopaków z Warszawy.
I tak zwyczajnym prostackim myśleniem, dochodzimy do wniosku, że w Polsce była epidemia sraczki. To „rzadka” przypadłość, ale jeśli dotyczy milionów ludzi, to smród potrafi dotrzeć nawet do NFZ. I tak się właśnie musiało stać, bo z jakiego innego powodu, ta instytucja, przekazałaby sześć miliardów ze swojego budżetu na zakup węgla? „A węgiel to koks, to antracyt”, że zacytuję mistrza, to też jest najlepszy środek na takową przypadłość. I to się nazywa właściwe dbanie o zdrowie wszystkich płatników obowiązkowych składek.
Ktoś może powiedzieć, że w ten sposób nie będzie pieniędzy na leczenie chorób serca, czy onkologicznych. Jednakże, jeśli się przez dwa lata skutecznie utrudniało dostęp tychże pacjentów do szpitalnych oddziałów i nic się nie stało (szczególnie podejmującym takie decyzje), to dlaczego teraz miało by być inaczej? No nie ma zupełnie powodu.
Różni złośliwcy mogą co prawda wspomnieć coś o dwustu tysiącach nadmiarowych zgonów, ale po pierwsze tamci ludzie już nie żyją, a po drugie, jak teraz umrze kolejnych pięćdziesiąt tysięcy, to w roku wyborczym odtrąbi się to, jako kolejny sukces. I to będzie sukces. Matematyka nie kłamie. Tam dwieście, a tu tylko pięćdziesiąt.
I tylko taka menda, jak ja będzie się cieszyć, gdy ci wszyscy wyznawcy naszej świetlanej przyszłości, ze swego szczęścia… dostaną sraczki. A kasa na węgiel już poszła!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz