Jest taka tradycja, że każdy amerykański prezydent odwiedza swoją wojnę. Śpiący Józef, jak go nazywają Amerykanie, nie mógł się z tej tradycji wyłamać. W końcu pańskie oko konia tuczy, a jak podają internety, rodzina Bidenów prowadzi całkiem spore interesy na Ukrainie. Spotkał się więc z zarządcą tych interesów, co bardzo wyraźnie dało się zaobserwować po strojach obu panów. Jako dobry wujek z Ameryki sypnął trochę grosza, aby interes dalej się kręcił.
A jutro wielka pompa w Warszawie. Mnóstwo pięknych słów i jak to już wielokrotnie bywało poklepanie po plecach. Chociaż w tym przypadku, to na plecach może się nie skończyć, ale nasze chłopaki i tak będą dumne, żyjąc w przeświadczeniu, że stają się ważnymi figurami na światowej szachownicy.
Jak podają Amerykanie (u nas ten temat nie istnieje), to poklepanie (niech będzie, że po plecach) kosztowało nas już 115 miliardów złotych. To są tylko pieniądze wydane przez rząd, reszty nikt nie liczy. Tyle nas kosztuje to, żeby nam bomby na głowę nie spadały. I myślę, że nie spadną, co wcale nie oznacza, że nie będą wybuchać, a o tym nikt nawet się nie zająknie.
W amerykańsko-rosyjskim konflikcie, zachowujemy się, jak taki mały Jasiu w klasie, który nim się jeszcze lekcja zaczęła, już zdążył pani naskarżyć, że Kaziu nie odrobił zadania domowego. Kto lubi takiego Jasia? I ile czasu minie, nim dostanie zwyczajny wpier…? No właśnie! Ile czasu minie? I czy kiedykolwiek będzie nam to zapomniane.
Ciekawe, czy ci wszyscy, którzy tak ochoczo umieszczają wszędzie, gdzie tylko się da barwy żółto-niebieskie, zadają sobie takie pytania? Rok temu wszystko wydawało się takie zero-jedynkowe. Ale czy dzisiaj, też takie jest? Najlepiej to obrazują wrocławskie tramwaje. Rok temu pozawieszano na nich piękne, żółto-niebieskie chorągiewki, które bohatersko powiewały na wietrze. Minął rok i powiewają… brudne, podarte szmaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz