Chwilę temu WHO, organizacja, która dzielnie walczy ze swoją wiarygodnością, ogłosiła koniec pandemii. Wiadomość nie zainteresowała specjalnie u nas nikogo, gdyż u nas pandemia skończyła się 24 lutego ubiegłego roku. Nie potrzeba było do tego wielkiej organizacji, a wystarczył tylko jeden, znienawidzony zresztą, człowiek, który miał tę moc. W ciągu jednego dnia dotarło do wszystkich, poza ministrem zdrowia, że to już koniec. Tak nawiasem mówiąc minister, do dzisiaj, jeszcze nie przyswoił tej wiadomości. A koniec był tyleż gwałtowny, co niespodziewany na tyle, że ci, którzy jeszcze 23 lutego chcieli segregować i odmawiać wszelkich praw współobywatelom, tym którzy nie przyjęli „cudownego” preparatu, już 24 przyjmowali do swoich domów niezaszczepionych migrantów zza wschodniej granicy. I gdzie tu był sens? Sens, niestety został zmuszony emigrować bardzo daleko i ciężko ustalić, jego miejsce pobytu.
Jednym z dowodów na emigrację sensu, jest permanentna żebranina młodych ludzi z flagami w bardzo dominującym ostatnio kolorze w marketach i na rynkach dużych miast. Zbierają na pomoc dla swojego kraju, a jednocześnie nasz kraj jest zalewany ich towarami. Jak to zrozumieć? Czy oni wszyscy mają alergię na swoją żywność? Mimo wszystko, myślę, że powinniśmy im rzucać pieniądze, skoro proszą. W końcu mamy parę wagonów hrywien. U nas są zupełnie nieprzydatne, ale dla nich byłyby, jak złoto.
Tradycyjnie początek maja, to okres naszych świąt. Uroczystości, przemówienia, których nie chce się słuchać odkąd podmiotem tych przemówień jest Ukraina. Nawet ciężko to opisywać używając tylko słów parlamentarnych. Miałem nadzieję, że chociaż drugiego maja z okazji Dnia Polonii i Polaków za granicą, wreszcie ktoś sobie przypomni o tych Polakach żyjących na Ukrainie, zadeklaruje może jakąś pomoc. Nic z tych rzeczy. Zarówno żywi, jak i martwi za wschodnią granicą to temat tabu. Systematycznie odbywane wizyty naszych władz na Ukrainie, a nikt nie znalazł czasu, żeby chociaż z nimi się spotkać. Jest to bardzo przykre i smutne.
Dzieje się to w myśl przyjętej zasady, że oddajemy wszystko, abyśmy tylko nie mieli granicy z Rosją. A co będzie, jeśli to nasze chcenie się nie spełni i dostaniemy jednak ponad 500 kilometrów z rozjuszonym przez nas samych znienawidzonym krajem, a jest to przecież realny scenariusz. Słowa wybrzmiały, kasa poszła, „rząd w Rumunii”, a my…
Skoro o majowych świętach piszę, to warto przypomnieć, że drugiego maja było również święto flagi. Naszej flagi, trzeba to wyraźnie napisać, bo jak patrzyłem na wrocławskie tramwaje i autobusy, można było odnieść wrażenie, że jednak nie biało czerwonej. Widocznie prezes tej firmy nie chce się afiszować swoją polskością. Prezesi tak mogą mieć. Jednak tam pracują setki ludzi i nie widzą problemu. Dla sprawiedliwości należy odnotować, że na budynku konsulatu Ukrainy trzeciego maja zawisła obok niebiesko żółtej, nasza biało czerwona. Wisiała przez jeden dzień! Podkreślę – jeden. Niby mało znaczące fakty, a ile z nich można wyciągnąć informacji.
I tak to się wszystko dzieje, że coraz częściej zaczynam się zastanawiać, gdzie ja naprawdę żyję? I najważniejsze pytanie: Gdzie są Polacy?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz