4 czerwca to ulubiony dzień Donalda Tuska do obrony demokracji. Już w 1992 roku mówiąc właśnie „panowie, policzmy głosy” zagrzewał układ okrągłostołowy do obrony PRL-owskiej agentury. Wiadomym przecież jest, że demokracja bez agentury, to co to za demokracja. Każdy by sobie samodzielnie myślał i podejmował decyzje! To nie do wyobrażenia, co by się wtedy stało? Mając więc to doświadczenie sprzed lat, w tym roku też bronił demokracji na marszu w Warszawie. I poszły KOD-y oraz reszta magdalenkowej zagrody.
A żeby nie było, że kibicuję którejś ze stron, to przypomnę, że PiS w obronie demokracji, wcale nie jest dłużny. Jak trzeba, to też potrafi właściwie jej bronić. „Trzeba anulować, bo przegramy”, to jest odpowiedni kaliber odpowiedzi, na „panowie, policzmy głosy”. Dzisiejsza demokracja, to nie rządy ludu, tylko liczb. Jak mamy właściwą, to rządzimy, a lud może sobie chodzić po ulicy i wykrzykiwać mniej lub bardziej naiwne hasła.
I żeby było oryginalnie, to od wczoraj znów liczą głosy, a że dla nich matematyka, to żadna tam ścisła nauka, więc wyniki mają swoje. Każda ze stron jest szczęśliwa. Niby dwie wrogie strony, a to przecież PiS, wczoraj pomógł Platformie połknąć całą resztę opozycji, zanim zaczął się jeszcze właściwy wyścig. Teraz tylko ugryźć Konfederację i mamy to o co naprawdę chodzi.
Ktoś mógłby pomyśleć, że my do tej demokracji się nie nadajemy, że mamy zapóźnienia i jeszcze nie dorośliśmy. To duży błąd myślowy, bo pod tym względem korzystamy z najlepszych brukselskich standardów. Wystarczy sobie przypomnieć referenda we Francji lub Irlandii. Na szczęście dla europejskich kreatorów woli większości, ta większość się nad nimi zlitowała i wystarczyło tylko raz powtórzyć, aby wyszedł właściwy wynik. W demokracji, nie ma przypadkowych wyników, a gdy taki z pozoru się zdarzy, to tylko znak, że właściwe służby, straciły cierpliwość, a tylko to mogą stracić – nic więcej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz