poniedziałek, 3 lipca 2023

Czyje są piaskownice?

 

Z pozoru to nie jest trudna odpowiedź na pytanie o to, czyje są piaskownice? Tak na logikę to właściciela terenu, na której takowa się znajduje i to jest prawda. Pytanie dotyczy jednak użytkowników, a użytkownikami są dzieci. Każdy kto ma małe dzieci, bądź wnuki zna obyczaje, jakie tam panują, a dokładnie panowały.


Otóż! W piaskownicy, do której chętnie chodziła moja wnuczka dzieci przynosiły swoje zabawki, którymi się bawiły i je tam zostawiały. Był to bardzo dobry obyczaj, bo uczył dzieci dzielić się tym co miały, a jednocześnie ułatwiał życie rodzicom, którzy nie musieli codziennie taszczyć tych zabawek. Było fajnie do pewnego dnia, kiedy wszystkie zabawki zniknęły. Klasyczny szok i pytania dzieci, na które z początku nie było odpowiedzi. I pewnie nigdy by jej nie było, gdyby nie osiedlowy monitoring osobowy. Ten jest znacznie lepszy od elektronicznego, bo potrafi podać nawet, w której bramie utrwalony wizerunek mieszka.


Myślę, że na tyle już znamy nasze aktualną sytuację, że nie ma sensu pisać, jaka to sprytna matka spakowała wszystkie zabawki do reklamówki. Wiem, że ciągle są tacy, którzy potrafią i jeszcze jakiś czas będą próbowali wyjaśnić to zachowanie. Stwierdzą, że to z dobroci serca wzięła te zabawki, aby wysłać biednym dzieciom na linie przyfrontowe. Tyle, że to się nie bardzo spina, bo na te właśnie dzieci wciąż są zbierane w centrach miast pieniądze. Jeszcze trochę i będą to najbogatsze dzieci w Europie.


Takim to sposobem w piaskownicach, raczej nie słyszy się już polskiego szczebiotu. Szybko poszło. Żeby ktoś nie pomyślał, to jest jedyny powód, to chyba ważniejszy jest ten, że ni stąd, ni zowąd pojawiły się dziwne zachorowania wśród dzieci, które nijak nie pasują do czasu i miejsca ich występowania. Jest to problem, który w mediach nie występuje i myślę, że się tam nie pojawi. Musiałaby się bardzo zmienić oficjalna narracja, a ta jest nie do podważenia. Przerabialiśmy przecież to już za nieboszczki pandemii. Zrozumiałbym, gdyby to chodziło o dziadki, bo nimi się nikt nie przejmuje, ale tu chodzi o nasze dziatki, przyszłość narodu i cisza. Taka sama, jak w przypadku przyjęć polskich dzieci do żłobka, czy przedszkola. Tylko one muszą mieć obowiązkowy zestaw szczepień.


Jesteśmy cholernie tolerancyjni i cierpliwi. Można nam po kawałeczku zabierać różne rzeczy i nic się nie dzieje. Aż się zaczynam zastanawiać, czy polscy historycy i pisarze opisywali fakty, czy też byli odkrywcami science fiction. Ta druga wersja byłaby mniej bolesna. Jednakże, aby nie kończyć w minorowym nastroju, to z radością wspomnę, że świat działa na zasadzie wahadła, a ono...  wiemy, jak działa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...