W zasadzie każda władza chciałaby napisać historię od nowa. Poświęcają na to dużo wysiłku i pieniędzy. Dlaczego tak walczy się o i z historią? Z drugiej strony wielu ludzi, którzy uważają się za inteligentnych oraz ci, których my postrzegamy, że tacy właśnie są, uważają, że nauka i znajomość historii to tylko strata czasu, że nie jest nam to do niczego potrzebne. Z tego też założenia wychodzi aktualnie, całe wesołe towarzystwo z MEN. W ramach tak zwanego odchudzania programu edukacji, pierwsze, co wpadło im do głowy to historia. A przecież znajomość historii sprawia, że nie powtarza się tych samych błędów, a przynajmniej tak powinno być.
Powinno, ale czy tak jest? Kiedy jeszcze czynnie pobierałem edukację w szkole, nie byłem w stanie zrozumieć, jak taki wielki kraj, jakim była Rzeczypospolita, który miast rozdawać karty w Europie i na świecie, przestaje istnieć?! Historia podaje, że w przedrozbiorowym sejmie posłów, którzy nie byli na pensji obcych rządów, można było policzyć na palcach jednej ręki. Efekt tego znamy. A dzisiaj? Ilu parlamentarzystów jest powiązanych z różnymi fundacjami, finansowanymi spoza Warszawy? Dlaczego nasi europosłowie głosują w Brukseli za rozwiązaniami, które ewidentnie nam nie służą. Do tego były polski rząd oraz obecny, a także prezydent, jeżdżą po świecie i załatwiają sprawy dla… Ukrainy. I niestety są z tego dumni i tym się szczycą. Czy naprawdę nie ma tu podobieństwa do I Rzeczypospolitej? Historia się powtarza, mam nadzieję, że nie do końca.
Inną sprawą, której długo nie potrafiłem zrozumieć jest to, w jaki sposób pod koniec lat trzydziestych ubiegłego wieku w Niemczech powstała tak wielka nienawiść do Żydów? Ludzie, którzy dotąd żyli, uczyli się i pracowali obok siebie, nagle pragnęli śmierci tych drugich. Rzecz nie pojęta. Zajrzyjmy więc współcześnie do naszego kraju. Mimo wielu starań, wciąż formalnie katolickiego. Kraju, gdzie coraz głośniej podkreśla się, że wiara to jest osobista sprawa i nie ma miejsca na okazywanie jej w placówkach publicznych. A jednak w sejmie rozpalano sobie świeczki chanukowe. I wystarczyła tylko jedna gaśnica, żeby cała elita i wszystkie media zaczęły przepraszać i kajać się, jakby co najmniej doszło do jakiegoś zamachu, czy pogromu. A po drugiej stronie, niedawno izraelskie wojsko zrobiło sobie polowanie między innymi na Polaka w Gazie i czy ktoś słyszał choćby słowo przepraszam? Czy odbył się proces karny sprawców tego mordu? W Polsce oficjalnie nie było wielkiego oburzenia z tego powodu. Idąc dalej można przypomnieć rozstrzelanie dwóch kobiet wychodzących z kościoła katolickiego w Palestynie. Przy tym wszystkim plucie na katolików w Jerozolimie, to w zasadzie drobiazg, a jednak tego się nie zobaczy w żadnym oficjalnym przekazie. No i najnowsza rzecz, czyli straszny zamach na elewację synagogi w Warszawie. Pomimo trwającego długiego majowego weekendu, kto tylko żyw, od prezydenta po doły partyjne, przerywał wypoczynek, aby na tle plamy na elewacji, kajać się… właściwie to nie wiem za co. Szczęściem, że nie robili tego na klęczkach. Ten etap dopiero przed nami.
W tym samym czasie, co jakiś gówniarz dokonał tego strasznego zamach na synagogę (pamiętajmy, że we Francji, czy w Niemczech, są prawdziwe zamach i nikt się nie kaja), w Bytomiu Szombierkach doszło do profanacji Najświętszego Sakramentu, czyli tego co jest najważniejsze dla wszystkich w wierze. Czekam już kolejny dzień na głos naszego wyrywnego prezydenta, na tych wszystkich polityków, co tak się kajali przed synagogą, nie żeby potępili, bo przecież dotyczy to tylko katolików, ale chociażby na małe oburzenie. No i czekam!
W związku z tym pojawiają się pytania: Czy takie działania rodzą miłość, czy nienawiść? Czy ci wszyscy ludzie po obu stronach, mają tak mało wyobraźni? I czy na pewno, ktoś chce powtórki z historii?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz