Jak to w życiu po wyborach, są wygrani i przegrani. Życie. Największym jednak przegranym, jest ten, który nawet nie startował. I to przegrany z kretesem. Minister dwojga nazwisk jeszcze w październiku miał wszystko. Był ważną figurą i mógł rozstawiać pionki na szachownicy. Mógł! Jednakże wymiękł i uwierzył człowiekowi, który już raz wystawił go do wiatru, gdy zrobił twarzą i ojcem podwyższenia wieku emerytalnego. Mówią, że człowiek uczy się na błędach. Jak widać nie wszyscy są pojętnymi uczniami.
Nasz Władek mógł zostać premierem w rządzie z PiS-em i realizować wszelkie swoje pomysły, budując kapitał polityczny. Tymczasem, na dzień dobry został ministrem obrony narodowej. I jeśli przyjmiemy, że na czymś on się zna, to na obronności nie zna się na pewno. Wiedzą już o tym jego wyborcy, a on raczej nie. Trawestując Wyspiańskiego, miałeś Władek złoty róg, czapkę z piór, a czy ostał ci się chociaż sznur?
Razem ze swoim wspólnikiem politycznym, zwanym wesołym marszałkiem, w ciągu zaledwie ośmiu miesięcy obrali zdecydowany kurs na dno. Jakie wnioski wyciągnęli ci „wytrawni” politycy? Będą dalej kontynuować swój kurs. Bardzo będę im w tym kibicował.
Ciekawe, czy wesoły marszałek już zrozumiał, że marzenie o drugiej turze wyborów prezydenckich, pozostanie już na zawsze jego marzeniem. No chyba, że jednak wgniecie w ziemię Putina. Tylko, jak miałby to zrobić? Opowiadanie dykteryjek i płacz, to raczej nie jest odpowiednia broń. Prawda jest taka, że wgnieść może tylko towarzysza Czarzastego na stałe w fotel wicemarszałka i tak się stanie. Rotacji nie będzie, jak też nie będzie pełnej kadencji tego sejmu. A potem?
Potem wszyscy sobie zapamiętają, że jest droga w prawo, albo w lewo, a trzecia droga zawsze prowadzi donikąd!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz