Śląsku mój, przeważnie dolny -
Bo tutaj przecież ja żyję.
Ty przemysłowy jesteś, nie rolny -
Na chłopów nikt nie głosuje.
Tutaj niemiecką widać granicę,
ruskich nikt nie przechowa
i tylko jeszcze stare szlachcice
sentyment mają do Lwowa. (...)
To jest fragment pisany w 1994 roku. Sporo lat minęło od tego czasu. Szlachcice, a także lwowscy mieszczanie wymarli i wydawało się, że sentyment również poległ. Paradoksalnie jednak, ostatnie działania polskich rządów, wbrew ich intencjom, spowodowały, że ożył ze zdwojoną siłą. Skąd sentyment? I dlaczego właśnie do Lwowa, skoro za wschodnią granicą pozostało tyle pięknych polskich miast?
Trzeba sobie uświadomić, że za czasów II Rzeczpospolitej, to był ważny ośrodek polskiej nauki ze słynnymi lwowskimi matematykami. Nazwisko Stefana Banacha, czy Hugona Steinhausa znane były na całym świecie. To tutaj kwitło życie kulturalne, którego zazdrościł nawet Kraków. Było to też miejsce ze wspaniałą polską architekturą. Przypomnijmy jeszcze śluby Jana Kazimierza w katedrze lwowskiej. Nic dziwnego, że w obronie tego miasta brały udział nawet dzieci.
To z sentymentu i żalu dawno temu zrodził się mój pomysł, aby polski rząd wspierał polskich przedsiębiorców i wszystkich Polaków, którzy chcieliby tam powrócić lub się przenieść. W myśl zasady, że kropla drąży skałę, a ziarnko do ziarnka… Myślałem wtedy, że to jest jedyny sensowny sposób, aby naprawić szkody wyrządzone nam w Jałcie. Zakładałem, że miną lata i krok po kroku, język polski stanie się powszechny i dominujący, tak, jak przed laty.
Przyznam szczerze, że oba nasze rządy, zrealizowały mój pomysł z dużym naddatkiem. Jednym słowem oddały wszystko. Okazało się nawet, że nie potrzeba, aż tak długiego czasu. Wystarczyły tylko trzy lata i … język rosyjski (zwany często ukraińskim) staje się dominujący na ulicach… Krakowa, czy Wrocławia. Brawo! Szkoda tylko, że to nie naród, któremu przysięgali, stał się beneficjentem tych działań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz