Niektórzy jeszcze pamiętają, a innym przypomnę, piosenkę z bardzo dawnych czasów Zenona Laskowika pod tytułem: „Nasza klasa”.
W
szkole w klasie pierwszej A.
Pani
jest od rana zła,
Bo na lekcjach znowu, nie ma dzisiaj
trzech.
Nie ma Stasia co powtarza,
Rysia co się źle
wyraża
Oraz Zdzisia, co w tej klasie się postarzał.
Stąd
też targa panią gniew,
No bo nie wie, co im jest?
I
najgorsze, że to często im się zdarza.
A
tymczasem Stasio, Rysio
Oraz ten najstarszy Zdzisio
Namawiają
się nad ważną sprawą w krzakach.
Bo jak okazało się
Jest
nareszcie w końcu gdzie,
Się zabawić, bo od jutra już u
Stasia:
Starych
ni ma chata wolna, oj będzie bal!
O będzie bal! o będzie
bal!
Na muzykę tańce dzikie i pięć par,
I pięć par.
Już
Gabrysia o tym wie,
Powie Zosi z drugiej c.
Tamta Lidce, co
całować się już umie.
Przyjdzie Danka, ta od Janka,
Co
nie wierzy już w bocianka.
Wszystkie przyjdą, no bo w końcu
się rozumie:
Starych
ni ma, chata wolna, oj będzie bal!
O będzie bal! o będzie
bal!
Na muzykę, tańce dzikie i pięć par,
I pięć par.
Gdy
nazajutrz zapadł zmrok,
Wszystkie przyszły, jedna w kok,
Dwie
w warkoczyk, reszta gładko uczesane.
Noc zaczęła się od
tang,
Zdzisio z Lidką gra va banque,
Pozostałe są
dopiero oswajane.
Do
północy było miło,
O rysunkach się mówiło
I o
śpiewie, kto ma piątkę, a kto nie.
Tylko Rysio tam wzrok miał
mętny,
Zaczął coś o pracach ręcznych,
O patyczkach,
plastelinie itd.
Potem
każda z par się skryła,
Wzorem starszych w kątach
willi.
Zgasło światło, cisza była,
A po chwili:
Z
pokoiku wyszedł Zdzisio,
Gdzie do Lidki się sposobił
I
do Stasia mówi cicho:
Stachu! Stachu!
Co?
Jak to się robi?
I co by nie powiedzieć, było to prawdziwe, zabawne i śmieszne.
Powróćmy jednak do naszych czasów, a dokładnie do czasów kampanii wyborczej do naszego parlamentu i przypomnijmy sobie te słodkie słowa spijane z ust przyszłego premiera naszego kochanego kraju. Jakże piękną wizję nam roztaczał. To było, jak cudowne marzenie. Dla tego marzenia, niektórzy stali całą noc, aby tylko dać mu szansę. Istny amok szczęścia ogarnął ludzi. Bo jakże mogło być inaczej, kiedy słyszeli, jak Donald Tusk obiecywał, że gdy tylko zostanie premierem, to od razy ceny w sklepach spadną, energia już nie będzie tak energicznie na naszych rachunkach widoczna, a benzyna… to wszyscy pamiętają. No i pieniądze na onkologię będą, a telewizja to będzie mówić prawdę.
Minął jednak rok. Ludzie zaczęli się nerwowo wokoło rozglądać, w poszukiwaniu tego taniego życia, co im obiecano. Doszło nawet do tego, iż ci co się modlili do obrazka premiera, zaczęli wstawać z kolan. Koniecznie trzeba było coś zrobić.
No i stało się. Donald Tusk zapowiedział, że na konferencji ogłosi długo oczekiwaną strategię swojego rządu. Ludzie odetchnęli. Zaproszono ważnych ludzi, chociaż, jak się później okazało, ważna była tylko jedna. Tak więc, wszyscy wysłuchali tradycyjnie wygłoszonych klechd, bez większego znaczenia. Każdy, kto chociaż raz słuchał wystąpienia premiera, sam mógł sobie takowe wygłosić, a potem padło pytanie do tego jednego ważnego, czyli Rafała Brzoski, właściciela InPostu: Rafał! Rafał! Cisza. Jak to się robi?
I co by nie powiedzieć, było to prawdziwe, zabawne i nieśmieszne!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz