W chrześcijaństwie tak się przyjęło, że po śmierci człowieka, mówi się o nim dobrze albo wcale. W poniedziałek umarł papież. To tyle. Powiadają, że tak jak wielu, udał się do domu Ojca. Prawda jest taka, że dla niewielu ludzi, dom Ojca jest tuż za rogiem. Dotyczy to również papieży. Byli wśród nich tacy, którzy mimo upływu stuleci, wciąż do tego domu idą.
Ludzie różnie przeżywają swoje życie, dlatego aby za bardzo nie drążyć w ich przeszłości, składa im się zwyczajowe życzenia, aby im ziemia lekką była, co kończy temat. Bywają jednak wyjątki. Kiedyś opisywano sytuację, że ksiądz na pogrzebie będąc szczerym i prawdomównym przypomniał zebranym, że nieboszczyk przechlał swoje życie, a kościół odwiedził ostatni raz, kiedy przystępował do Pierwszej Komunii Świętej. To wywołało wielkie oburzenie rodziny nieboszczyka. I mieli rację, bo w tej sytuacji, ksiądz powinien odmówić udzielenia katolickiego pogrzebu. Niestety coraz częściej wiara w monety, wygrywa z wiarą w Boga, a to wszystko dzieje się z przyzwoleniem hierarchów.
Cóż! Nowoczesność w kościele powoduję, że możesz mieć w głębokim poważaniu Prawdy Wiary, a i tak cię po katolicku pochowają. Jakby tego było mało, to ilość unieważnionych małżeństw katolickich, w szybkim tempie goni rozwody świeckie. To i wiele innych rzeczy ma bezpośredni wpływ na coraz bardziej pustoszejące kościoły. Chociaż powiem przewrotnie, że akurat to mi się podoba. Tłumy rozpraszają, a zostają ci, którzy chcą, a nie muszą.
Umarł papież. Niestety, ale prawdopodobnie po śmierci jego następcy, też niewiele będę mógł powiedzieć. Cholernie ostatnimi czasy, nie mamy szczęścia do wszelkich naszych i w naszym imieniu wyborów. A może jednak zdarzy się...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz