Moi rodacy wybrali mniejsze zło na Urząd Prezydenta i chwała im za to. Inna sprawa, że sami do takiego wyboru doprowadzili, co już nie jest rzeczą chwalebną. Powszechnie panuje jednak przekonanie, że nie może być gorszym prezydentem od swojego poprzednika i należy się z tym zgodzić, pamiętając jednak, gdzie żyjemy. Nadzieje i oczekiwania są duże, ale czy uzasadnione?
Wielkie nadzieje były związane zwłaszcza z tym, że pierwsza osoba w państwie przestanie być sługą Ukrainy, że wreszcie nastąpi normalność w kontaktach państwowych, bez bajdurzenia o jakieś walce za nas, bez bezmyślnego wydawania pieniędzy polskich podatników na każde żądanie. Niestety! Już dzisiaj to wiemy, że tak się nie stanie. Pewnie to nie będzie, jak do tej pory służba na kolanach, nie będzie "niedźwiadków" i polskich medali na banderowskich mundurach, ale ogólna narracja się nie zmieni.
To może w polityce krajowej nowy prezydent przychyli nieba swoim rodakom? Być może tak będzie, tylko jak pogodzić podpisane w kampanii porozumienie z Solidarnością i jednocześnie osiem punktów Mentzena. Z jednej strony klasyczny socjalizm, a z drugiej wręcz coś przeciwnego. Co można stworzyć z takich składników? I komu to będzie smakowało?
Patrząc na skład najbliższych współpracowników, ciężko nabrać pewności, że nie będziemy mieli przeniesienia polityki PiS-u do pałacu, co oznaczałoby wzmocnienie duopolu, który od dwudziestu lat ciągnie nas w przepaść, no chyba, że przyszły prezydent ma pomysł na to, jak pozbyć się chociażby jednego z dwóch dziadków walczących ze sobą w imieniu ich własnego ego. Warto by takiego momentu doczekać, bo nasza nadzieja mogłaby wtedy nabrać nowego oddechu.
Nie chcąc kończyć w minorowym nastroju, to powiem, że bardzo mi się podoba nominacja na prezydenckiego kapelana. Co prawda ta funkcja nie ma żadnego szczególnego znaczenia, ale jak się z tego powodu słyszy jęki tych wszystkich uśmiechniętych postępowców i innych kandydatów na leżankę u psychiatry, to człowiek sam zaczyna się uśmiechać. I takich uśmiechów życzę jak najwięcej. Cieszmy się z małych rzeczy, kiedy duże są na razie nieosiągalne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz